Jak przebiegł pierwszy rok praktyk w Mistrzostwach Europy Moto2? Francesco Mongiardo, „najbardziej debiutant” Team Ciatti-Boscoscuro, przyznaje, że musiał się wielu rzeczy nauczyć, można to określić jako wejście w nowy świat w porównaniu z jego drogą z poprzednich dwóch lat. Zupełnie inny motocykl w porównaniu do Aprilia Trophy, nowy tor, inne środowisko, inny sposób pracy. Teraz czas na podsumowanie: Mongiardo pozytywnie ocenia rok 2023, ale wie, co go ominęło i jest bardzo skupiony na przygotowaniach do kolejnego sezonu. Zapytaliśmy go o ostatnią rundę w Walencji, a następnie podsumowaliśmy debiutancki rok JuniorGP w Moto2.
Francesco Mongiardo, opowiedz nam o ostatniej rundzie roku w Walencji.
Weekend w dość trudnych warunkach. Pierwsze dwa dni są zwykle ważne dla kogoś, kto tak jak ja nie ma kilometrów ani doświadczenia, a zatem musi zorientować się w ustawieniach i spróbować naprawić rower. My jednak wyjechaliśmy w sobotę rano na 20-minutowe darmowe treningi po 7-8 okrążeniach z powodu dwóch czerwonych flag po wypadkach Jacopo Hosciuca i Borji Gomeza.
Czy bardzo cię to dotknęło?
Pomimo trudnych warunków, w których szybko się zaaklimatyzowałem, oznacza to, że pod koniec sezonu zrobiłem duży krok naprzód. W QP1 pojechałem na 5., siedem dziesiątych do drugiego, pierwszy uprawiałem inny sport… W QP2 od razu ustanowiłem dobry czas, gdy przyszedł czas na najszybsze okrążenie, szło mi jeszcze lepiej niż w pierwszej sesji, ale niestety Popełniłem błąd i upadłem. Wstałem, wziąłem motocykl i wróciłem do boksów, ale kiedy wróciłem, przejechałem tylko 3 okrążenia, z czego trzecie z tym samym czasem, co w pierwszych kwalifikacjach. Nadal zająłem 9. miejsce, co jest moimi najlepszymi kwalifikacjami w sezonie.
Potem przyszła kolej na pojedynczy wyścig. Jak poszło?
Niestety od razu popełniłem błąd: na pierwszym okrążeniu nie zdjęto mi biegu, pozostałem na trzeciej pozycji, aby pokonać czwarty zakręt… Straciłem dużo czasu w porównaniu do liderów i nie miałem 35,5 tempo. Jestem jednak szczęśliwy, bo udało mi się wtedy zejść do 35,7 sam, bez nikogo. Gdybym wrócił, zmieniłbym coś w weekendzie, ale i tak jestem całkiem zadowolony.
Francesco Mongiardo, ogólnie rzecz biorąc, bilans jest mimo wszystko dodatni.
Razem z zespołem postawiliśmy sobie pewne cele, ale biorąc pod uwagę trudne warunki, cztery sesje mniej, darmowy test, który praktycznie służył tylko tym, którzy nie rywalizowali już w powrocie na motocykl… Może bez tego wszystkiego i z kilkoma kilometrów, mógłbym powalczyć o czołową piątkę.
Jak nowy asfalt?
Wypróbowałem go już kilka tygodni wcześniej na mojej 600. To nie był ten sam rower, ale wywołał u mnie to samo wrażenie: dla mnie jest idealny, cudowny! Niestety zniszczone przez wiatr i mróz. Ale trafiliśmy w zły tydzień, już kilka dni później było 30°C!
Walencja, pomimo pewnych różnic, była torem, który widziałeś już w tym roku.
To trochę punkt zwrotny, aby zrozumieć, jak minął sezon, ponieważ miał on miejsce dwa razy. W pierwszym mój najlepszy czas w wyścigu wyniósł 37,3. Kiedy wróciłem przy wietrznej i bardzo zimnej pogodzie, po czterech tygodniach nie ścigania się, uzyskałem czas 36,6, a wyszedłem z wynikiem 35,7, czyli o półtorej sekundy szybciej niż w pierwszym wyścigu. Nie spodziewałem się więcej pod względem czasu, ale być może spodziewałem się więcej, jeśli chodzi o mój występ.
Francesco Mongiardo, widziałeś, że wciąż czegoś brakuje.
Jest wiele rzeczy, nad którymi muszę popracować, to normalne, ponieważ to mój pierwszy rok w Moto2. Dotarłem do momentu, w którym jestem trochę w zawieszeniu: pierwszy odjechał, potem mała grupa do 6. całkiem blisko, a potem ja, 8. i spadłem na ostatni po walce z Biesiekirskim. Na koniec wyścigu jestem około 3 sekundy za innymi, brakuje mi jednego kroku, być może wynika to z doświadczenia. Już nad tym pracuję.

Przechodząc do bardziej szczegółowych informacji, co przeoczyłeś?
Szczerze mówiąc: w ciągu dwóch lat startowałem w 13 wyścigach na stosunkowo łatwym rowerze, niczym skomplikowanym w porównaniu z tym, na czym jeżdżę teraz. Na początku mogło się to wydawać trudne, bo nie próbowałem niczego innego, ale potem ścigając się przez lata we Włoszech, znałem tylko tory w Imola, Mugello, Misano, Vallelunga. Nie miałem doświadczenia z obcymi torami, innymi warunkami i przeciwnikami na innym poziomie. Na pierwszy wyścig przyjechałem po 8 miesiącach bez treningów, na dwa tygodnie przed testem dostałem CBR 600 i jeździłem na nim trzy razy. Pierwszy wyścig odbyłem praktycznie bez treningu.
Potem zmiana.
Przeniosłem się do Hiszpanii pomiędzy Portimao a Barceloną, właściwie stamtąd była pierwsza poprawa. W Aragonii poszło całkiem nieźle, a w Walencji zrobiłem kolejny krok do przodu, ale wciąż brakowało mi kilku rzeczy. Od strony technicznej wszystko jest inne, więc zobaczę, jak wielu rzeczy można dotknąć w rowerze, od zawieszenia po opony, nad czym nigdy wcześniej nie pracowałem. Musiałem uczyć się wszystkiego od zera, było to ryzykowne, ale moim zdaniem poszło całkiem nieźle. Nie tego się spodziewałem, ale nie wyobrażałem sobie czegoś tak skomplikowanego.
Nie masz więc poczucia, że osiągnąłeś zakładane cele?
Nie do końca. Chciałbym zająć w wyścigu piątą pozycję, być może w Walencji byłoby to w moim zasięgu. Może miał na mnie wpływ wypadek, krótki czas na torze… Albo wolałbym zrozumieć kilka rzeczy, zanim je odkryję, mam na myśli techniczną stronę motocykla.
Francesco Mongiardo, niezłe bogactwo doświadczeń na przyszły rok, prawda?
W tym roku dostałem informacje, w przyszłym nie można nic przewidywać. Zmieniają opony, znając podwozie, będzie mi trochę łatwiej, ale wygra ten, kto potrafi się najlepiej i najszybciej dostosować. Jednak w przyszłym roku pierwszy wyścig odbędzie się na Misano, torze, który znam całkiem dobrze, chociaż nigdy tam nie ścigałem się na tym rowerze.
Jak ogólnie oceniasz swój sezon?
Poszło tak, powiedziałbym, że naprawdę dobrze. Nie chcę nikomu niczego odbierać, ale w trzech ostatnich wyścigach wyprzedziłem kilka osób, które od lat ścigają się w mistrzostwach. Finał sezonu zatem poszedł dobrze, brakuje mi ostatniego kroku i będę musiał nad nim pracować całą zimę. W międzyczasie jednak muszę podziękować wielu osobom, jak na przykład szefowi mojej załogi Andrei Viviani. Myślę, że niewielu ma szczęście pracować z taką osobą, która wkłada w to tyle pasji i zaangażowania. Nie sądzę, żeby bez niego kroki naprzód nie byłyby tak łatwe. Dziękuję zespołowi, który jest niesamowity, a to ma ogromny wpływ.
Krótka przerwa po zakończeniu mistrzostw czy nie przestajecie?
Nie potrzebuję tego, muszę po prostu trenować i dalej naciskać. Planuję wznowić grę na 100% fizycznie i psychicznie, a więc najlepiej jak potrafię, a potem zobaczymy.
Francesco Mongiardo, co będziesz robić w przyszłym roku?
Nadal będę brał udział w Mistrzostwach Europy Moto2, ale jeszcze niczego nie podpisałem. Bardzo chciałbym kontynuować współpracę z nimi, ale na razie nic nie zostało jeszcze potwierdzone. Mam nadzieję, że wszystko będzie jasne na początku 2024 roku.