Rok 2023 był rokiem Maxa Verstappena, ale był to także rok, który pozbawił nas przedłużenia statystyk, które uważaliśmy za nie do pobicia. W tym roku, po 71 latach, żadnemu poddanemu Jego Królewskiej Mości nie udało się wygrać wyścigu przez cały sezon Formuły 1. Anomalia, która pokazuje, że Wielka Brytania ma obecnie dobrych kierowców, ale być może wszyscy nie mają odpowiedniego samochodu, aby walczyć o zwycięstwo . Teraz król Karol III będzie musiał porozmawiać ze swoimi kierowcami, aby w perspektywie przyszłego roku natychmiast odwrócić tę tendencję, prosząc także o pomoc zespoły goszczące brytyjskich chorążych.
Korona brytyjska traci dominację na torze
W ubiegłym roku o uratowanie Korony zadbał George Russell. Kierowca Mercedesa jako pierwszy zagrał w God Save the King. Jednak George był też ostatni, bo w zakończonym właśnie sezonie triumfowało tylko trzech kierowców: Verstappen, Sergio Perez i Carlos Sainz. Dwóch z nich pochodzi nawet z dwóch monarchii, a mianowicie z Holandii i Hiszpanii. Bitwa w bitwie, która przenosi nas z powrotem do czasów, gdy te trzy mocarstwa skolonizowały każdy zakątek globu. Szacuje się, że Imperium Brytyjskie narodziło się w 1607 r. wraz z założeniem pierwszej kolonii w Wirginii, na terytorium, które później stało się Stanami Zjednoczonymi Ameryki, a supremacja ta zmieniała się z biegiem czasu.
Jej floty najpierw wzbudziły strach w każdym zakątku świata, a następnie poprzez swoich kierowców skolonizowały Formułę 1. Od 1952 r. do ubiegłego roku brytyjski kierowca wygrywał jeden wyścig rocznie w najważniejszych mistrzostwach sportów samochodowych. Trwały rekord, który pokazuje, że wyspa po drugiej stronie kanału La Manche zawsze odgrywała wiodącą rolę w tym sporcie. Ile w historii stajni powstało w Anglii? Bardzo wielu, nie mówiąc już o dużej liczbie brytyjskich pilotów. Zwyczaj, który z biegiem czasu sprawił, że GP Wielkiej Brytanii stało się jednym z najważniejszych wydarzeń z rekordową frekwencją na torze.
Trzej niekoronowani rycerze
Król Karol III, będący na pierwszym roku nauczania w Pałacu Buckingham, liczył na coś bardziej triumfalnego na polu Formuły 1, jednak jego trzej rycerze nie błyszczeli. Lewis Hamilton sprawiał wrażenie niemal zdradzonego przez swoje W14, ale ani na chwilę nie oderwał się myślami od zdobycia długo oczekiwanego zwycięstwa w sezonie. Najszlachetniejszy rycerz koronny próbował szczególnie pod koniec sezonu, ale zastał drzwi zaryglowane przez podmiot korony holenderskiej. Najnowszy mistrz jest wciąż głodny i wkrótce będzie chciał przełamać ten narodowy post.
George Russell wydawał się najbardziej uległy w sezonie, prawie jak John de Warenne, który poprowadził armię angielską do druzgocącej porażki w bitwie pod mostem Stirling przeciwko szkockim niezależnym zwolennikom pod wodzą Williama Wallace’a w 1297 r. Rok dżentelmena-rycerza to być może najgorszy od czasów Formuły 1, ale zdarza się każdemu. Prawdziwym objawieniem był jednak młody kolarz Lando Norris. Lando o włos nie odniósł sukcesu i udowodnił, że jest prawdziwym wojownikiem, który przywróci McLarena na czołowe pozycje. Nadejdzie jego czas i być może to on sprawi, że brytyjski hymn rozbrzmiewa na całym świecie.
Formuła 1 nadal będzie mówić po angielsku
Może się zdarzyć pusty rok po 70 latach, więc koniec brytyjskiej ery w Formule 1 z pewnością nie nadszedł. Hamilton jest nadal obecny i jest także ostatnim mistrzem świata po drugiej stronie kanału La Manche, a biorąc pod uwagę sposób, w jaki chroni pozostałą dwójkę, kto wie, czy nie uda mu się tam spełnić marzeń o mistrzostwach świata. Król Karol III może być spokojny, bo świat wciąż pamięta nazwiska takie jak: Mike Hawthorn, Graham Hill, Jim Clark, John Surtees, Jackie Stewart, James Hunt, Nigel Mansell, Lewis Hamilton czy Jenson Button. Wszyscy poddani Jego Królewskiej Mości, którzy choć raz zdobyli tytuł mistrza w Formule 1, dlatego tradycja brytyjskich kierowców nie dobiega końca.
FOTO: społecznościowy tor Silverstone