Stefano Caracchi „Byłem szaleńcem bez budżetu z ogromną pasją”

Stefano e Rino Caracchi

Zdrowe szaleństwo. Stefano Caracchi odziedziczył po ojcu miłość do motocykli. Rino Caracchi, Giorgio Nepoti i Franco Farnè napisali historię Ducati. Wyprzedzali swoje czasy i wraz z NCR położyli podwaliny pod obecne sukcesy producenta Borgo Panigale. Legendarne trio już dziś nie żyje, ale Stefano zachowuje pamięć o nim w Rino’s Garage, muzeum poświęconym Rino Caracchi.

Otworzyłem Galerię „212 – Dueunodue” w centrum Bolonii – Stefano Caracchi mówi Corsedimoto – To przestrzeń wystawiennicza, w której organizujemy wystawy sztuki, malarstwa, rzeźby, fotografii… Tutaj jest duża przestrzeń poświęcona mojemu ojcu. Zabytkowe motocykle są zatem łączone ze sztuką.

Cofnijmy się o ponad pięćdziesiąt lat.

Mój ojciec wraz z Giorgio Nepotim i Rizzim stworzyli warsztat mechaniczny. Za dnia pracowali jako mechanicy, a nocą budowali motocykle wyścigowe. Byli grupą przyjaciół, super pasjonatów, szalonych. Pracowali na motocyklach wyścigowych całkowicie za darmo, dostali tylko zwrot bieżących wydatków. Był z nimi Franco Farnè, który był prawdziwym geniuszem. Miałem zespół ścigający się praktycznie u siebie”.

Nie można nie zakochać się w wyścigach i dlatego zostałeś kierowcą?

Zacząłem startować w Mistrzostwach Świata w 1982 roku w 125, potem przeniosłem się na 250 i pod koniec mojej kariery startowałem w Superbike. W moich wczesnych latach mistrzostwa świata Superbike jeszcze nie istniały. Gdyby tak było, zawsze ścigałbym się w SBK, od samego początku”.

Kim był pilot Stefano Caracchi?

„Moja kariera jako kolarza polegała na korzystaniu z najlepszego motocykla, mając do dyspozycji bardzo niewiele zasobów. Kiedy byłem w klasie 250, kupiłem Hondę za 20 milionów lirów, a żeby ścigać się z oficjalną, wypożyczyłeś ją za 200 milionów, więc już możesz odróżnić to od tego. Jednostki nie mogły sobie pozwolić nawet na marzenia. To nie jest tak, jak teraz, kiedy wartości między pojazdami się wyrównały i silny kierowca może zrobić różnicę.

Ciekawe odcinki?

W tamtym czasie między bardzo prywatnym motocyklem a oficjalnym motocyklem było 30/40 kilometrów na godzinę. Wciąż pamiętam małego człowieczka, który nabiera prędkości z pistoletem i przewraca oczami, ponieważ te na moim rowerze często były zawstydzające. Wtedy nawet opony były prywatne były zupełnie innemi. Wciąż pamiętam, że pewnego wieczoru ukradłem, że tak powiem, stare oficjalne opony, które zostałyby wyrzucone. Zostali odrzuceni przez zespół fabryczny. Usunąłem nazwę, umieściłem je na moim rowerze i tego dnia trafiłem do jednego z moich rzadkich top 10 na 250. Potem ścigałem się do 1994 roku, ale mój ostatni efektywny sezon miał miejsce w 1990 roku w Superbike. Jestem jednak zadowolony z tego, co zrobiłem jako kolarz i nie żałuję. Robiłem to, co kochałem i zawsze biegałem, nawet bez pieniędzy”.

Następnie otworzyłeś drużynę SC Caracchi Team.

Byłem szaleńcem bez budżetu, z ogromną pasją, którą odziedziczyłem po ojcu i jego przyjaciołach. Otworzyłem zespół i na początku było ciężko. Powoli jednak udało mi się znaleźć sponsorów, nawet poważnych. Jednak co roku musieliśmy zaczynać od nowa, znajdować nowych sponsorów, zawodników i mechaników. Zespół był także trampoliną dla samych mechaników: szkolili ich razem z Farné i starymi przyjaciółmi mojego ojca. Dziś widzę w telewizji kilku mechaników, którzy mnie mijali i bardzo się cieszę. Utalentowani mechanicy są niezbędni, posiadanie silnych jeźdźców to za mało. Byliśmy prywatnym zespołem, ale zdobyliśmy około dwudziestu miejsc na podium i trzy zwycięstwa i myślę, że to świetny wynik dla prywatnego zespołu”.

Wielu ścigało się dla twojego zespołu. Kto jest w twoim sercu?

„Po trochu, ale w szczególności trzy: Casoli, Nannelli i Bostrom. Nanna wyglądała wtedy jak gwiazda rocka, dziki szaleniec i wspaniała osoba. Dostarczył nam tak intensywnych emocji, że prawie doszliśmy do łez”.

Dlaczego odszedłeś?

Po około dziesięciu latach przestałem, ponieważ zawsze trudno było znaleźć sponsorów. Następnie wyjechałem do pracy w Anglii do BSB w garażu Tommy’ego Bridewella iz tego powodu osiągnął doskonałe wyniki i jestem bardzo zadowolony. Niestety w Anglii nigdy nie pracowałem z Ducati, ale wtedy przedstawiłem Ducati Tommy’emu i myślę, że w tym roku może spisać się bardzo dobrze. W 2015 roku pojechałem do Hiszpanii z Vyrusem. Hasło Ascanio Rodorigo to „czyste szaleństwo technologiczne”, ale nasze było szaleństwem sportowym, bo pojechaliśmy bez pieniędzy, ale bawiliśmy się świetnie i osiągnęliśmy lepsze wyniki niż się spodziewaliśmy. Następnie otworzyłem 212 z Rino’s Garage, kolekcją motocykli Ducati zadedykowaną mojemu ojcu. Mam kilka pomysłów i planów na przyszłość, ale w tej chwili wolę nic nie mówić”.

W świetle twoich doświadczeń, jaki jest sekret dzisiejszego Ducati?

Jako fan Ducati jestem oczywiście bardzo zadowolony z tego magicznego okresu dla Ducati. Oczywiście ma więcej pieniędzy niż w przeszłości, ale przede wszystkim musi być dobry, ponieważ Honda jest gigantem ekonomicznym, ale ma problemy. Myślę, że Dall’Igna jest sekretem sportu, widzę w nim to, czym Farnè był w przeszłości: jest prawdziwym geniuszem. W dziedzinie produkcji Domenicali jest świetny, a wszystkie motocykle szosowe Ducati w ostatnim czasie były wyjątkowe„.

Zdjęcia z Heart Desmo