999 punktów w Pucharze Świata. Roberto Rolfo zatrzymał się na tysiąc oddechów. W swojej bardzo długiej karierze zawsze wyróżniał się jako szybki, poważny i poprawny kierowca. Ceniony przez drużyny i przeciwników, brakowało mu tylko tytułu mistrza świata. Ma teraz 43 lata, startuje w Endurance, prowadzi własną szkołę jazdy i współpracuje ze szwajcarską telewizją jako komentator techniczny.
Roberto Rolfo, jak zacząłeś przygodę z motocyklami?
„Mój ojciec był pilotem i startował w szybkim podjeździe, który w przeszłości był bardzo popularny. W 1980 roku, w którym się urodziłem, zdobył mistrzostwo Włoch, a wśród nagród otrzymał także motinę, podobną do mini roweru. Zacząłem z tym biegać w wieku 4 lat, wraz z kołami treningowymi. W wieku 9 lat poszedłem na tor i od razu próbowałem przyzwyczaić się do rowerów z przerzutkami, więc jak tylko skończyłem 14 lat, czyli wtedy minimalny wiek, zacząłem ścigać się w 125 Sport Production. Był też Valentino Rossi. Był już na drugim roku i ścigał się Cagivą. Pamiętam, że musiałem opuścić pierwsze wyścigi sezonu, bo pod koniec marca kończyłem 14 lat. Zacząłem od trzeciego wyścigu, na początku kwietnia”.
Czy wtedy poszedłeś bezpośrednio do 250?
„Tak, od 1995 do 2004 zawsze ścigałem się tylko w 250. Na początku brałem udział w Assoluti d’Italia razem z zawodnikami takimi jak Marcellino Lucchi, który był urzędnikiem Aprilii, Giuseppe Fiorillo i inni. Potem przez dwa lata startowałem w Mistrzostwach Europy, aw 1998 roku zacząłem startować w Mistrzostwach Świata”.
I od razu byłeś głównym bohaterem.
„Moje najlepsze sezony przypadły na lata 2001-2003, kiedy to przeskakiwałem z czwartego na drugie miejsce w klasyfikacji mistrzostw. Mam wspaniałe wspomnienia z tamtych lat, ale trochę żałuję tytułu mistrza świata, który przegapiłem w 2003 roku”.
Co się stało tamtego roku.
„Zaproponowali mi ściganie się Hondą zespołu Gresini, a ja się zgodziłem. Myślałem, że to dobry rower. Rok wcześniej dobrze radziłem sobie z japońskim motocyklem, jednak MotoGP dopiero się rodziło, a Honda była całkowicie skupiona na projekcie HRC w najwyższej klasie. W testach zimowych moja 250 była obowiązkowa. Potem i tak dobrze sobie radziliśmy i przez cały rok walczyłem o mistrzostwo świata z Manuelem Poggiali, ale Aprilie były obiektywnie lepsze, nie ma wiele do powiedzenia”.
Największy żal?
„Niepowodzenie w walce o tytuł w ostatnim wyścigu w Walencji. W praktyce chwyciliśmy dwa razy, podczas wyścigu motocykl zatrzymywał się cały czas i zawsze musiałem próbować go ponownie złożyć. To był najbardziej gorzki moment”.
Jaki był najmilszy odcinek twojej kariery w mistrzostwach świata?
„W 2004 roku byłem autorem dość anonimowego sezonu, zająłem ósme miejsce, ale FIM zaprosił mnie na zakończenie roku. nie wiedziałem dlaczego. Dowiedziałem się tego samego wieczoru. Dali mi nagrodę Fair Play. Myślę, że byłem jedynym w historii mistrzostw świata, który otrzymał to wyróżnienie. W tamtym roku w Barcelonie Poggiali uderzył mnie w tył, kiedy walczyłem o podium. Obaj upadliśmy, ale kiedy zobaczyłem, że to on, z którym walczyłem rok wcześniej, nie złościłem się, ale było dla mnie naturalne, że podszedłem i go przytuliłem. FIM nagrodził mnie za ten gest.”
Potem ścigałeś się w MotoGP.
„Szczerze mówiąc, to było naciągane. Zaproponowali mi MotoGP z Ducati i nie odmówiłem, ale motocykl nie był konkurencyjny i bardzo prywatny zespół. Przejście do Superbike było trochę takie, co jest wspaniałym mistrzostwem, ale nie chciałbym tam jechać w wieku 26 lat, ale później. W tamtym momencie nie miałem jednak innego wyjścia. Jednak odnalazłem się bardzo dobrze. Potem zostałem wezwany z powrotem do Moto2 do projektu Suter i podczas ostatniego wyścigu w Malezji, co nieco zaskakujące, osiągnąłem 999 punktów, niezłą liczbę, która pozostaje w mojej pamięci. Po Moto2 przejście do Supersportu przyszło naturalnie i były to bardzo dobre lata. Zwycięstwo w Australii w 2017 roku z MV Agustą pozostało w moim sercu”.
Startujesz w długodystansowych mistrzostwach świata od 2018 roku.
„Tak, to wszystko przyszło trochę przez przypadek. W 2018 roku powinienem był zrobić Mistrzostwa Świata Superbike z Suzuki, ale projekt został odwołany na dwa miesiące przed rozpoczęciem mistrzostw. Mój przyjaciel miał zespół w Endurance i poszedłem na to. Dwukrotnie wygraliśmy Puchar Świata STK i bardzo mi się to podobało. To piękne otoczenie. To jeszcze nie jest oficjalne, ale prawie na pewno będę ponownie ścigał się w Endurance w 2023 roku”.
Roberto Rolfo, teraz potrzebujesz tylko 8-godzinnego wyścigu Suzuka.
„Dokładnie i mam szczerą nadzieję, że uda mi się to zrobić w tym roku. To bardzo ważne wydarzenie, doświadczenie, za którym tęsknię i nad którym pracuję”.
