MotoGP: Brad Binder, jeden człowiek przeciwko czterem Ducati

Pojedynczy zawodnik spoza Ducati próbuje osłabić czterech Reds. Brad Binder jako jedyny był w stanie zakwestionować nadmierną moc, którą widać także podczas długiego wyścigu na Phillip Island. Tak właśnie wyglądał skład zaciętej pierwszej piątki, która wyznaczyła bardzo gorący finał wyścigu, który zakończył się pierwszym i długo oczekiwanym zwycięstwem Johanna Zarco. Nie pomylił opon, jak w przypadku bardziej niż zawiedzionego Martina, ale i tak nie spisywały się one idealnie (i nie tylko oni to podkreślali). Dlatego ubolewa się nad tym, że na podium zabrakło 339 tysięcznych: słodko-gorzkie miejsce, jak określił je menadżer zespołu Guidotti na koniec wyścigu.

Binder, tylko przeciwko Ducatis

W krótkim czasie właśnie taka sytuacja miała miejsce w długim wyścigu, zamienionym na Sprint i dlatego wyjątkowo odbył się w sobotę z obawy przed znacznie gorszymi warunkami pogodowymi przewidywanymi na niedzielę. Wielka niewiadoma, ale od początku było pewne, że Jorge Martin ucieknie, chcąc szybko naprawić niedzielny błąd. Brad Binder najlepiej wystartował z drugiego miejsca, po dość szalonym starcie, w którym Marc Marquez również próbował (zanim poddał się, aby mieć pewność, że dokończy wyścig), sytuacja z okrążenia na okrążenie staje się stabilniejsza.

Ze sztandarowym nosicielem KTM wystąpią dzicy Fabio Di Giannantonio, Francesco Bagnaia i Johann Zarco, autorzy dobrej walki między nimi o pozostałe miejsca na podium. Aż do ostatnich okrążeń, kiedy opony Martina uległy zniszczeniu, a zawodnik Pramaca nie był już w stanie utrzymać tempa powracającego kwartetu. Binder żałuje dwóch ostatnich okrążeń: udaje mu się pokonać Hiszpana znajdującego się w kryzysie, Zarco odnosi pierwsze ekscytujące zwycięstwo, Bagnaia cieszy się jak nigdy dotąd drugim miejscem, a Di Giannantonio zdobywa swoje pierwsze podium w MotoGP.

„To nie było to, czego chcieliśmy”

Zamiast tego Brad Binder zdobywa tak zwany drewniany medal, który zajmuje pierwsze miejsce tuż za podium. „Jestem bardzo zadowolony z kwalifikacji… i pierwszych 25 okrążeń wyścigu!” – taki był pierwszy komentarz KTMa z numerem 33, startującego z drugiego miejsca na starcie, na koniec wyścigu. Dla południowoafrykańskiego kierowcy nie było łatwo, jak sam podkreśla, opowiadając o trudnościach, jakie napotkał. „Miałem kilka problemów na szybkich zakrętach, kiedy spadły opony” w rzeczywistości wskazał Binder. Później jednak radził sobie najlepiej, jak potrafił, myśląc o przyjęciu Martina z powrotem, ale także zabraniu ze sobą trzech innych Ducati.

„Nie myślałem zbyt wiele o tym, co działo się za mną, zanim się zorientowałem, przeskoczyłem z 2. na 5.!” Nie pozostał tam długo, wręcz sprawił trudności innym The Reds aż do ostatniego okrążenia, w odważnym finiszu, który zadecydował o zwycięstwie Zarco na podium w całości za kierownicą Ducati. „Mieliśmy dobry wyścig, nawet jeśli nie był to wynik, jakiego oczekiwaliśmy” Binder przyznał. Jutro wyjątkowo krótki wyścig, MotoGP Sprint: 13 okrążeń, podczas którego jedyny zawodnik KTM, który będzie w stanie ponownie wystartować w wyścigach wyłącznie Ducati, będzie chciał osiągnąć znacznie więcej.

Zdjęcie: Obrazy KTM / Zdjęcie polaryzacji