MotoGP, Alex Rins ponownie startuje w Mandalice „Dzisiaj silniejszy, potrzeba czasu”

Start pierwszego prawdziwego GP od czasu kontuzji, tym razem bez przerw. Alex Rins zanotował pierwszy dzień w Mandalice mocno na dole rankingów, ale na razie czasy niewiele się liczą. Jedynym celem zawodnika LCR jest znalezienie odpowiedniego wyczucia na motocyklu MotoGP. Przypomnijmy, że próbował już wrócić do Motegi, ale po dwóch piątkowych sesjach musiał przerwać ze względu na ból nogi. Teraz sytuacja się poprawiła i po wczorajszych kwalifikacjach Rins pracuje nad odzyskaniem odpowiedniego stanu formy, zarówno po to, aby jak najlepiej zakończyć krótki okres Hondy, jak i z myślą o Yamasze w 2024 roku. Dokonuje także porównania pomiędzy jego pożegnaniem z HRC a pożegnaniem Marca Marqueza.

Płucz małymi krokami

Jak wspomniano, w Japonii powiedział „stop” pierwszego dnia po zakończeniu testów. Jednak w Indonezji startuje ponownie przez całe Grand Prix. „Cieszę się, że mogę kontynuować” – jak relacjonują koledzy z Motosan, była pierwsza uwaga Hiszpana. Teraz musimy działać bez pośpiechu: kontuzja podczas sprintu w Mugello była bardzo poważna, a rekonwalescencja (wciąż trwa) jest długa. „Nadal jesteśmy daleko, ale postępujemy krok po kroku, to kwestia czasu”. Alex Rins przyznaje, że jest fizycznie zniszczony, ale biorąc pod uwagę sytuację, nie mogło być inaczej. „Ale dzisiaj poczułem się silniejszy” oświadczył, podkreślając cele stojące przed Walencją. „Chcę odnaleźć doznania i wydajność, jakie miałem wcześniej, wrócić do formy, odbudować mięśnie… Wcześniej byłem silny, spróbuję”.

„Marquez? Było mi łatwiej.”

Dominującym tematem weekendu jest nieuchronnie koniec bardzo udanego partnerstwa, przynajmniej do Jerez 2020. „Mi było łatwiej” powiedział Rins, mówiąc o swoim szybkim pożegnaniu z Hondą. „Podszedł do mnie oficjalny zespół i zapytał, czy chcę jechać”. Błyskawiczny pobyt w siedzibie Golden Wing w sezonie naznaczonym także poważną kontuzją, dlatego raczej trudny do oceny. „Marcowi było trudno” Płukanie trwało dalej. „Przechodzi z oficjalnego zespołu do satelitarnego. Ale nie mogę tego powiedzieć, mogę mówić tylko za siebie.” Możemy jednak wskazać, że nawet w przypadku #42 nie będzie to łatwe przejście, biorąc pod uwagę, że Yamaha boryka się z problemami podobnymi do Hondy. Czy jednak odnajdzie sytuację znaną z okresu Suzuki, czy pomoże w wyzwaniu przywrócenia domu Iwata na szczyt?

Zdjęcie: Honda LCR