Były piłkarz poczuł pierwszą wielką satysfakcję. Diego Copponi, 34-latek z Riccione, zaczął brać udział w wyścigach motocyklowych dopiero w wieku 32 lat, po długim czasie spędzonym w roli piłkarza, a ważny kamień milowy nastąpił w 2023 roku. W rzeczywistości jest aktualnym mistrzem wyścigu Race Attack 600 Challenge w Motoestate, wyniku osiągniętego w ciągu zaledwie trzech lat wyścigów motocyklowych i jednym kliknięciem dzięki splotowi sytuacji, które teraz się układają. Także dlatego, że musi trzymać na dystans swoją „część racjonalną”, czyli inżyniera… Ale czy znacie jego historię? Poniżej nasz wywiad.
Diego Copponi, mistrz Race Attack 600 Challenge. Opowiedz nam o swoim sezonie 2023.
Zrobiłem dobry krok. Już w 2022 roku byłem dość szybki, ale nastąpiła znacząca poprawa w moim podejściu do wyścigów, a także mentalności. Udało mi się rozegrać kilka dobrych wyścigów i dobrych bitew, tak jak zawsze chciałem. Dobrze się bawiłem i przyszły pewne rezultaty. Już od pierwszego wyścigu widziałem, że mogę być bardziej waleczny, pewniejszy siebie nawet podczas wyprzedzania, nawet jeśli w drugim wyścigu zawsze miałem spadek: ból był w porządku, ale pod względem kondycji fizycznej nadal byłem nie na równi. Również z tego powodu w drugim wyścigu w Varano popełniłem błąd i mój przód się zamknął. W Cremonie w pierwszym wyścigu doszło do dobrej bitwy pomiędzy mną, Mangili, Cappelli i Zagonerem: świetnie się bawiliśmy, nawet z zewnątrz wydaje się, że było miło! To był wyścig, w którym było dla nas jasne, że krok został zrobiony.

Czy to było najważniejsze wydarzenie roku, czy może jest coś innego?
Muszę powiedzieć, że nigdy nie myślałem zbyt wiele o mistrzostwach Challenge, patrzyłem tylko na wyścig po wyścigu i na mój rozwój osobisty. W takich momentach pojawia się jednak większe przekonanie i wiara we własne możliwości. Niestety jednak w drugim wyścigu kolarz upadł przede mną i uderzyłem go: poszło dobrze, ponieważ również był to dość szybki zakręt, ale nic się nie stało. Pojawiło się jednak kolejne zero, co poważnie zagroziło rankingowi. Dwa zera w pierwszych czterech wyścigach! Andrzej Cherubini [team manager K5 Racing Team, ndr] pochylił się, żeby naprawić mój rower dla Magione, kiedy tam pojechaliśmy, byliśmy podekscytowani i źli! To był bez wątpienia najlepszy weekend w roku.
Diego Copponi, od tego momentu zacząłeś w to wierzyć trochę bardziej.
Po podium w klasyfikacji generalnej tak. W Varano zająłem dwa pierwsze miejsca w Challenge i na koniec pojechaliśmy do Cremony na ostatnią rundę. Byłem trzeci w mistrzostwach, mając 10 punktów do pierwszego i 5 do drugiego, Taciti. Miałem jeszcze dwa pierwsze miejsca, a Taciti miał problem techniczny, który skutecznie zapewnił mi tytuł. Było mi smutno, że tak skończyłem, chciałbym wygrać bez tego problemu dla niego. Jeśli chodzi o prędkość, myślę, że na to zasłużyłem, ale te dwa zera skomplikowały powrót, który potem się zmaterializował.
Czy było coś szczególnego, co pomogło ci zrobić ten krok naprzód, czy był to „naturalny rozwój”?
Powiedziałbym, że połączenie obu. Poprawiło się jednak moje przygotowanie fizyczne, przede wszystkim dlatego, że rozwiązałem pewne problemy fizyczne, które dźwigałem ze sobą z okresu, w którym grałem w piłkę nożną. Robiłem to przez wiele lat, potem przestałem, ale przywołałem złe wspomnienia, które nie dawały mi spokoju, gdy jechałem na motocyklu.
Co konkretnie?
Przestałem grać w piłkę nożną, ponieważ zraniłem mięsień w nodze, uraz drugiego stopnia mięśnia prostego uda. Tak naprawdę nigdy go dobrze nie zrehabilitowałem właśnie dlatego, że przestałem i byłem wtedy bardzo zajęty pracą. Trzymałem tę nogę przez długi czas, co oznaczało, że nie miałem prawidłowej postawy, a brak aktywności zrobił resztę. Trzy lata później, kiedy zdecydowałem się zacząć ścigać się na motocyklach, fizycznie byłem daleko w tyle, a podczas jazdy odczuwałem ból bioder i pleców. Duży dyskomfort, ale na szczęście dzięki gimnastyce postawy i fizjoterapii udało mi się uspokoić i nie odczuwać już bólu.
Diego Copponi, możemy zdefiniować to jako bardzo ważny, jeśli nie fundamentalny aspekt Twojego rozwoju.
Bez wątpienia. Ale poprawiłem się także technicznie i na pewno mentalnie, zrobiłem ważny krok, pozbyłem się wielu obaw, które miałem. Andrea Cherubini odegrał kluczową rolę w tych dwóch rzeczach: wyjątkowej osobie, bardzo dobrze wyszkolonym techniku i dobrym psychologu! To połączenie oznaczało, że nastąpił krok naprzód. Również dlatego, że jestem inżynierem, więc najbardziej rozwinąłem „część racjonalną”, a żeby jeździć na motocyklu, trzeba oczyścić umysł.
Dwie diametralnie różne sytuacje.
Rzeczywiście na początku było trudno, za dużo rozpracowywałem i racjonalizowałem. Z drugiej strony Andrea pomogła mi uwolnić umysł i poprawić poziom spokoju. W rzeczywistości jest to trochę sprzeczne: strach jest z pewnością elementem, nad którym należy pracować, ale jest to dziwne, ponieważ masz pasję, która jest większa niż Twoje lęki. W związku z tym musisz po prostu lepiej radzić sobie z zarządzaniem psychologicznym, nie masz wyboru.
Diego Copponi, pierwszą myślą było to, kiedy zdałeś sobie sprawę, że wygrałeś.
Właściwie to odkryłem go w parku zamkniętym: Taciti przyszedł, powiedział, że przeszedł na emeryturę i pochwalił mnie. To była mieszanka uczuć, bo nie wiedziałem, że przeszedł na emeryturę, ale zdobycie tytułu daje ogromną satysfakcję. Wracasz myślami do wszystkiego, czego zrobiłeś, do poświęceń… Tak wiele emocji, że nie możesz ich przetworzyć i opisać. Zwycięstwo jest z pewnością bardzo miłe, biorąc pod uwagę, że zaczynałem w wieku 32 lat i że w trzecim roku ścigania przywiozłem do domu tytuł! To także nagroda dla wszystkich ludzi, którzy razem ze mną dokonywali poświęceń i wysiłków. Ale chciałbym wygrać klasyfikację generalną!

Powiedzmy, że ten tytuł można uznać zarówno za punkt dojścia, jak i wyjścia, prawda?
To na pewno dodało mi pewności siebie, jestem bardzo dumny z tego, co zrobiłem. Ostatecznie nie jestem taki zły i bez dwóch zdań mogę próbować osiągać jeszcze lepsze wyniki!
Masz także „normalne życie”, z którym musisz sobie poradzić. Co robisz?
Mam wykształcenie z zakresu inżynierii elektronicznej i pracuję jako inżynier oprogramowania dla automatów. Praca wymagająca, trudna do połączenia z pasją do wyścigów. Nie jesteśmy profesjonalistami i jest wiele rzeczy do załatwienia, więc prawdą jest, że kiedy jedziemy na wyścigi, dobrze się bawimy, każda niedziela jest spełnieniem marzeń! Ale wiem też, że nie mam 20, ale 34 lata, więc twardo stąpam po ziemi, bo co roku trzeba ciężko pracować, aby móc pozwolić sobie na ściganie się także w roku następnym.
Diego Copponi, skąd wzięła się Twoja pasja do motocykli? Jak wspomniałeś, zanim zrobiłeś coś innego.
Długo grałem w piłkę nożną, docierając do serii C, byłem w San Marino Calcio. Mając 18 lat byłem praktycznie w „wiosnie” serii C, Cap Championship, a piłka nożna była całym moim życiem. Jednak w krótkim odstępie czasu doznałem dwóch poważnych kontuzji kolana, przez co pauzowałem przez ponad rok, a kiedy wróciłem, od razu doznałem kontuzji drugiej nogi. Kiedy wróciłem, odciąłem się, nie miałem już tej samej pasji, a w międzyczasie tata podarował mi CBR 600 RR z 2009 r., na którym ścigałem się aż do tego roku.
Prezent zatem dla Ciebie decydujący.
Początkowo używałem go do stawiania ze znajomymi kroków w Apeninach Umbria-Marche. Potem zobaczyłem, że lubię prędkość, a tego się jednak nie robi na drodze, i mój tata nie był zadowolony, bo na drodze jest niebezpiecznie. Kupił mi więc używanego R6 z 2000 roku, żeby zabrać mnie do Misano i pozwolić mi tam jeździć, bo tam było ciszej. Miał nadzieję, że jadąc na tor, może się przestraszę i poddam…
Zamiast tego możemy powiedzieć, że „zakochałeś się”, prawda?
Dla mnie to był szok, to najpiękniejsza rzecz na świecie! Używałem R6 przez dwa lata, potem wziąłem CBR i zabrałem go z drogi na tor. Przez wiele lat, kiedy tylko mogłem, odbywałem bezpłatne praktyki w Misano, wtedy studiowałem na uniwersytecie i nie pracowałem, więc byłem zdany na moich rodziców, którzy zawsze bardzo mi pomagali i którym jestem bardzo wdzięczny. Kiedy jednak było to możliwe, nawet jeśli nie były to wyścigi, świetnie się bawiłem! Z utęsknieniem czekałam na te czasy, choć było ich kilka w roku, jak na Boże Narodzenie. Przez lata zacząłem pracować i gdy tylko uzbierałem pierwsze pieniądze, spełniłem swoje marzenie – ściganie się. Pytałem już ojca i mamę, chciałem zacząć 10 lat wcześniej, ale powiedzieli mi, że to nie możliwe. Więc poczekałem, aż będę miał coś w banku i wyrzuciłem to wszystko dla tego snu.
Diego Copponi, długo trzeba było czekać, ale było warto.
Byłem już bardzo szczęśliwy, że mogę jeździć na rowerze wyścigowym po torze. Potem, kiedy miałem pieniądze, wydałem je na naprawę motocykla, zapisanie się i poważniejsze treningi, aby zacząć się ścigać. Przed Motoestate zdobyłem dziką kartę w Misano w Amateur Trophy w 2020 roku. Nie wiedziałem, w co się pakuję i nie byłem w ogóle przygotowany: w garażu byłem ja, mój tata i mój przyjaciel który tylko pomógł mi zmienić opony. Całkowicie nieświadomy!

Trzeba było od czegoś zacząć, prawda?
Pierwszy wyścig w moim życiu miał jednak procedurę szybkiego startu, więc zielone światło trwało tylko minutę. Złapałem czerwoną, nawet nie grillowałem! Zrobiłem okrążenie zapoznawcze, zaczynając od boksów, potem miałem okropny start i znalazłem się dość daleko w tyle… To było dość traumatyczne! Zrozumiałem jednak, że muszę używać głowy, ryzykując życie, aby skończyć wśród ostatnich, nie miało większego sensu. To było coś, na co zupełnie nie byłam gotowa. Niezadowolony jednak, że w następnym roku pojawiłem się w Varano na pierwszym wyścigu Race Attack.
Diego Copponi, dlatego zacząłeś traktować „poważnie”.
Nigdy nie widziałem toru, ponieważ motocykl miał wiele problemów, więc nie byłem w stanie okrążyć. Pierwsze okrążenia w moim życiu w Varano odbyłem w Q2, zawsze z tatą i przyjacielem, więc byłem całkowicie naiwny. To już cud, że nie wystartowałem jako ostatni, ale tam zrozumiałem, że nie mogę brać udziału w takich wyścigach nieprzygotowany i bez struktury. Wydarzyło się wiele różnych rzeczy…