Francesco Curinga zawołał cicho w swoim hełmie, po czym zdjął go i uśmiechnął się. Wpisał swoje imię na honorową rolkę Junior Manx Grand Prix. Minęło pięćdziesiąt lat, odkąd włoski kierowca wygrał na strasznych 60,6 kilometrach Mountain Circuit. Ostatnim był Giacomo Agostini, w Trofeum Turysty. Manx nie ma tego samego uroku, ale nadal jest historycznym wyczynem. Francesco potrzebował trochę czasu, aby zmetabolizować swój wyczyn i zdać sobie sprawę, że zwycięstwo na Wyspie Man za pomocą Patona S1-R było prawdą, a nie marzeniem.
“Nie wierzę w to – mówi Francesco Curinga – po Agostini, królu motocykli, jestem jednym z włoskich zwycięzców na Wyspie Man. Doznałem fantastycznych wrażeń. W ostatnich kilku chwilach przemknęło mi przez głowę wiele myśli: od mojej żony Sereny do mojego syna, który został w domu, od mojego ojca do mojego wujka, którego już nie ma i który również był pilotami. To było wspaniałe. Potem po przyjeździe wielka impreza z Brytyjczykami: selfie, autografy, to było coś niesamowitego ”.
Kim tak naprawdę jest Francesco Curinga?
„Jestem 47-letnim chłopcem, mieszkam w Badalucco koło Imperii i nadal czuję się jak dziecko. Zacząłem jeździć w wieku 3 lat, dzięki ojcu, który dał mi minicross SWM. Był mechanikiem i pod koniec lat siedemdziesiątych startował na torach ulicznych. Chcielibyśmy ścigać się razem, chociaż nigdy sobie nie powiedzieliśmy. Być może bał się, że zrobię mi krzywdę, bo motocykl to niebezpieczny sport, a mimo to dał mi motocykle. W 1998 roku zmarł, a kilka lat później zacząłem ścigać się pod górę, a następnie rywalizować na torze w Kawasaki Trophy. Zdobyłem siedem tytułów włoskich i cztery tytuły europejskie w wyścigach pod górę. W 2017 zadebiutowałem w Man i dla kogoś, kto kocha wyścigi uliczne, to najlepsze”.
Czy jesteś pilotem na pełen etat, czy też robisz w życiu coś innego?
„Wierzę, że jest bardzo niewielu zawodników, których stać na jazdę wyłącznie na motocyklach, a ja nie jestem jednym z nich. Pracuję trochę jako kierowca testowy, instruktor, a gdy nie mam zobowiązań sportowych, zajmuję się ogrodami. Nie mieszkam sam na motorach. Przez wiele lat płaciłem za ściganie się teraz na szczęście mam sponsorów, nic nie wydaję na starty i jestem szczęśliwy, już wydaje mi się to świetna sprawa ”.
Czy spodziewałeś się wygrać Grand Prix Junior Manx?
„Nie ekscytuję się i nie popadam w depresję, nigdy nie tworzę oczekiwań. Miałem już ten wyścig w 2017, w 2018 i 2019 byłem sklasyfikowany jako drugi, potem pandemia i przez dwa lata nie ścigałem się. Zacząłem z numerem jeden na owiewce, więc teoretycznie miałem zamiar wygrać, ale tego nie powiedziałem, ponieważ w wyścigach wszystko może się zdarzyć, zwłaszcza w wyścigach szosowych”.
Na Wyspie Man nie brakuje pułapek.
„Wyścig ma 240 kilometrów, jest długi i wymagający na poziomie fizycznym, ale przede wszystkim psychologicznym. Potrzebujesz odpowiedniej dojrzałości, ponieważ absolutnie nie możesz zachowywać się jak kamikaze, najmniejszy błąd jest niedozwolony. Jeśli biegasz na Wyspie Man, wiesz, w co się pakujesz i zawsze musisz kręcić głową. Co do reszty rower był na szczycie i serdecznie dziękuję zespołowi ”.
Komu dedykujesz ten sukces?
„Dedykację dla mojej żony Sereny, która bardzo pasjonuje się motocyklami. Ma dodatkowy sprzęt, wszystko organizuje i bez niej na pewno bym tu nie opowiadał o moim zwycięstwie na Grand Prix Junior Manx ”.
Następne spotkanie?
„W połowie października w Misano na Trofeum Moto Guzzi Fast Endurance. Zmierzę się z DJ Ringo i na pewno będziemy się dobrze bawić”.
