Alvaro Bautista nie błyszczał już pierwszego dnia po powrocie do MotoGP. Testy w Sepang zakończył z dwudziestym drugim i przedostatnim czasem, 2,5 sekundy za liderem Alexem Marquezem. Sporo osób wyobrażało sobie, że będzie dalej do przodu, a niektórzy byli szczególnie optymistyczni, nawet wśród najlepszej grupy. Rzeczywistość jest jednak inna i w wyniku Hiszpana nie ma nic sensacyjnie negatywnego.
MotoGP Malezji, Bautista nie jedzie
Nie ścigał się w MotoGP od 2018 roku i od tego czasu prototypy bardzo się zmieniły, podobnie jak opony. To prawda, że testował Ducati Desmosedici GP23 w dwóch testach, ale zrobił to w Misano Adriatico na zupełnie innym torze niż w Sepang, na którym nie jeździł od pięciu lat. Czy dwoma sesjami testowymi mógłbyś zmniejszyć dystans do tych, którzy są przyzwyczajeni do jazdy w MotoGP? Czy naprawdę można było sobie wyobrazić, że zawodnik, który ściga się w Superbike od 2019 roku, może być super konkurencyjny w mistrzostwach, w których wartości są często bardzo zbliżone?
Dwa testy przeprowadzone kilka miesięcy temu w Misano nie wystarczyły, aby Bautista od razu pokazał się z dobrej strony w Malezji. Weźmy również pod uwagę fakt, że ściga się bez celu, zrobił to już w 2023 roku. Oczywiście duma kierowcy popycha go do tego, by i tak chcieć dobrze wypaść, ale nie musi podejmować żadnego ryzyka. Wyczyn Troya Baylissa w Walencji w 2006 roku od razu wywołał porównania, ale z różnych powodów Alvaro nie będzie w stanie powtórzyć go w Sepang.
Ktoś też powiedział, że dwukrotny mistrz Superbike był nieco „odważny” w niektórych swoich wypowiedziach dotyczących możliwości wygranej, ale to były zwykłe żarty. Od miesięcy powtarza, że chce się po prostu dobrze bawić i nie stawia sobie za cel żadnych rezultatów. Z pewnością nie jest zadowolony z zajęcia przedostatniego miejsca, ale jednocześnie piątkowy wynik nie powinien być powodem do oczerniania go.
Bagnaia w obronie Alvaro
Zapytany o to Francesco Bagnaia bardzo przejrzyście przeanalizował sytuację Bautisty: „MotoGP to szczyt motocykli – raporty JAK – i myślę, że jest tu głównie po to, żeby się dobrze bawić. To nie jest łatwe i on o tym wiedział. Powiedziałem już w czwartek, że jeśli ukończy wyścig w pierwszej dziesiątce, powinien być bardzo szczęśliwy. Weekend jest długi i jestem pewien, że będzie jeszcze lepszy. Jednak tempo, jakie mamy w MotoGP, jest bardzo wysokie, trzeba od razu być szybkim„.
Logicznie rzecz biorąc, Pecco przypomina nam, że Superbike to zupełnie inny świat: „Widziałem, że w SBK mają zupełnie inną dynamikę i strategie. Myślę, że nie jest do tego przyzwyczajony i potrzebuje więcej czasu. A co jeśli mnie o coś zapyta? Nie. Chce podążać własną drogą i dobrze się bawić. Jestem pewien, że dobrze się bawi, ponieważ ten rower jest niesamowity, a on podchodzi do niego spokojnie„.
Zdjęcie: Ducati