Testy MotoGP w Malezji były crescendo dla Marca Marqueza w jego pierwszym sezonie w Ducati zespołu Gresini. W łącznej klasyfikacji zajmuje 6. miejsce ze stratą pół sekundy do lidera, ale były kierowca Hondy nadal ma duże możliwości rozwoju. „Pierwszy dzień był trudny. Drugiego dnia pracowaliśmy i przejechałem wiele okrążeń. W czwartek zrobiłem atak czasowy„. Oczekiwania wobec wielokrotnego mistrza pozostają wysokie, nawet jeśli wyzwanie przeciwko Bagnai i Martinowi zapowiada się niełatwo.
Metamorfoza Marca Marqueza
Podczas ostatnich testów w Katarze Marc Marquez i jego nowy zespół będą musieli dopracować więcej szczegółów i zoptymalizować styl jazdy. Ducati Desmosedici GP bardzo różni się od Hondy RC-V, którą jeździł przez jedenaście lat. Ruchy ciała podczas jazdy, wyjście z zakrętów, sposób hamowania zmieniają się drastycznie. Z wnętrza garażu technicy muszą pracować nad regulacją urządzeń, takich jak hamulec silnikowy i kontrola momentu obrotowego. „Stopniowo czuję się lepiej, nadal jeżdżę na rowerze zbyt sztywno„, wyjaśnił mistrz z Cervery pod koniec trzech dni w Sepang.
Zmienia się także środowisko pracy wraz z przeniesieniem zespołu fabrycznego z największą marką motocykli na świecie do prywatnego i rodzinnego. Po raz pierwszy od debiutu w MotoGP Marc Marquez nie musi testować aktualizacji, nowych komponentów ani dostarczać danych na temat ewolucji. „Jako zespół fabryczny masz wiele rzeczy do wypróbowania. Z jednej strony trzeba zrozumieć rodzaj jazdy. Musisz być skupiony i bardzo precyzyjny w swoich komentarzach, aby móc dalej rozwijać motocykl. Teraz jestem w innej sytuacji, bardziej skupiam się na tym, jak muszę jeździć… W końcu Honda to Honda: to HRC i darzę ich ogromnym szacunkiem. Jeden to zespół oficjalny, a Gresini to zespół prywatny, rodzinny. Jeśli jednak chcemy walczyć na szczycie, droga jest w obu przypadkach taka sama. Wszystko musi być dobrze zorganizowane„.
Przyszłe oczekiwania Marqueza
Opuszczenie RC-V nie było łatwą decyzją, podobnie jak rozstanie z szefem załogi Santim Hernandezem. A może to tylko pożegnanie, trudno w tej chwili cokolwiek przewidywać. Był “ważna i ryzykowna decyzja„, ale uśmiech, który pojawił się w Walencji już pokazał, że było warto. Testy przeprowadzone w ostatnich dniach w Malezji potwierdziły dobre wrażenia, ale myślenie o zdobyciu tytułu MotoGP nie leży w rzeczywistych planach Marca Marqueza. „Zmieniłem nazwę i ludzie są bardzo podekscytowani. Mówią mi: „Wygrasz mistrzostwo świata!”. Mówię im, że nie wygrałem wyścigu od dwóch lat i nie mogę oczekiwać, że wygram mistrzostwa. Najpierw muszę zbudowaći – wyjaśnia Daznowi –. Nie będziemy zaczynać domu od dachu„.
Po pokonaniu wielu trudnych momentów, przejściu od chwały sześciu tytułów MotoGP do kurzu kontuzji, Marc przekonał się, że najlepsze jest to, że „uniknąć oczekiwań„. Rolę faworyta Pucharu Świata lepiej przypisać innym, tak jak powinno być. Pochodzi z okresu wielkich przemian, których kulminacją był trudny wybór latem ubiegłego roku. „To był rok, w którym musiałem podjąć decyzje, których mogę żałować w przyszłości, nie wiem. Ale wszyscy byli bardzo troskliwi i przede wszystkim żadnego nie zabrano od razu„. Teraz, aby wrócić na szczyt, do pokonania są dwie przeszkody: Pecco Bagnaia i Jorge Martin. „To dwaj kolarze do pokonania, to oni mają za sobą pełniejszy rok 2023. Pecco pod względem konsekwencji i zarządzania sytuacjami, a Martin pod względem szybkości„.