Brad Binder był także w świetnej formie podczas sprintu MotoGP, który odbył się właśnie w Tajlandii. Zawodnik z Republiki Południowej Afryki był solidnym bohaterem wyścigu i po raz kolejny wywołał uśmiech na KTM. Startując z 5. miejsca na starcie, od razu znalazł się w strefie podium, a następnie stoczył długą walkę o 2. miejsce z Lucą Marini. Odnosi się wrażenie, że obaj trochę sobie przeszkadzali, sprzyjając ucieczce Martina, ale Binder w dalszym ciągu jest jedynym zawodnikiem KTM, który coraz bardziej konsekwentnie plasuje się wśród Ducatis. Zobaczymy jutro. Pewne jest, że #33 nie chce już zadowalać się „prostym” podium.
GP Tajlandii, godziny oglądania telewizji i transmisji strumieniowych
Binder podejmuje wyzwanie ponownie
Pomimo doskonałego startu Brad Binder miał trudności z złapaniem rytmu. Kiedy jednak mu się to udało, problemem stał się Luca Marini. „Trudno było to pokonać” przyznał flagowego chorążego KTM. Dopiero na ostatnich okrążeniach udało mu się wyprzedzić kierowcę VR46, jednak jego powrót był spóźniony: przewaga Martina wyniosła ponad 2 sekundy, na mecie była to około 9 dziesiątych. „Ogólnie jestem całkiem zadowolony ze swojego wyścigu, ale miejmy nadzieję, że jutro znajdziemy coś więcej” – dodał następnie. Tak naprawdę dzisiejszy program był inny: „Nie chciałem być drugi, ale wygrać”. Jutro Binder ma kolejną szansę w długim wyścigu i jest gotowy na wyzwanie. „Jorge Martin wykonał dziś niesamowitą robotę, ale mamy nadzieję, że utrudnimy mu życie”.
Zdjęcie: Obrazy KTM / Zdjęcie polaryzacji