MotoGP, Bagnaia: „Brak zwycięstwa to porażka. Martin wyszedł? Wiedziałam”

Francesco Bagnaia ponownie mistrzem świata. W Walencji odniósł zwycięstwo i tytuł. Katastrofa Jorge Martina ułatwiła mu niedzielę, ale dzisiejszy triumf jest w pełni zasłużony. Po Valentino Rossim i Marcu Marquezie jest trzecim, któremu przez dwa lata z rzędu udało się zdobyć koronę MotoGP.

MotoGP Walencja, Bagnaia cieszy się z triumfu

Pecco może być wniebowzięty po Grand Prix Wspólnoty Walencji. Oto jego pierwsze słowa skierowane do Sky Sport MotoGP: „Marzy o zostaniu mistrzem poprzez wygranie wyścigu. Niestety przez jakiś czas sobota zawsze sprawiała, że ​​trochę cierpieliśmy, ale w niedzielę przyjeżdżamy i jesteśmy najmocniejsi. Jestem bardzo szczęśliwy. Fantastycznie, to był naprawdę piękny sezon. Niestety, Barcelona trochę za bardzo wpłynęła na późniejsze wyniki. Zawsze marzyłem o zdobyciu tytułu poprzez wygranie wyścigu. Miło, chcę wszystkim podziękować. A teraz jest nas trzech„.

Piemoncki kierowca wyjaśnia, że ​​nie widział raportu o przejściu Martina na emeryturę: „Nie widziałem Martina, byłoby łatwiej… Bałem się ciśnienia w przedniej oponie, więc po starcie starałem się pozostać za kimś. Trafny wybór, bo wtedy wzrosła temperatura, ciśnienie i wszystko było lepiej. Nie mogłem prosić o nic lepszego„.

Pecco cieszy się ze swojego trzeciego mistrzostwa świata

Bagnaia doświadczyła Walencji 2023 lepiej niż Walencji 2022: „Korzystanie ze średniej z wczoraj skomplikowało nam sytuację, ale dzisiaj wiedzieliśmy, co robić. Niewiele spałam tej nocy… W tym roku jednak byłam spokojniejsza niż w zeszłym. W 2022 roku byliśmy w znacznie lepszej sytuacji z 23 punktami przewagi i gdybym wygrał, mógłbym zająć nawet 14. miejsce, ale presja sprawiała, że ​​czułem się okropnie. W ten weekend byłem bardziej gotowy, wiedzieliśmy, że w niedzielę pojedziemy znacznie szybciej. Z jakiegoś powodu powinniśmy to przemyśleć na przyszły rok, bo nie możemy tak dalej pracować… Dzisiaj zacząłem, od razu przeszedłem do przodu i trochę się przeciągnąłem. Potem poczułem, że opony nie pracują dobrze i zostałem z tyłu. Pojechałem normalny wyścig, nie myślałem do końca o mistrzostwach i poszło dobrze. Na ostatnich okrążeniach było zimno i trochę przestraszyłem się twardej przedniej opony, kiedy Miller się rozbił, myślałem, że będzie ciężko„.

Potwierdził, że biegł, nie wiedząc, że Martin został KO: „Nie widziałem Martina na zewnątrz. Myślałem, że to było czwarte. Do ostatniego okrążenia myślałem, że jeśli się rozbije, zdobędzie tytuł, zajmując trzecie miejsce. Jeszcze w zeszłym roku nie wiedziałem, że dobiegnę do mety jako ostatni, bo na mecie było nas 14 osób„.

Martin na emeryturze: Bagnaia nie wiedziała

Mówił także o tym, co przydarzyło się Martinowi: „To, co przydarzyło się mnie w Katarze, przydarzyło się jemu, został wessany przez falę i w takich przypadkach nie można nic zrobić. Dużo ryzykowaliśmy, gdyby mnie złapał, to bym skoczył. Potem musiał mocno naciskać, a nie było to łatwe„.

Nie ma wątpliwości, że będzie nadal ścigał się z numerem 1: „Myślę, że w przyszłym roku go zatrzymam„.

Punkt zwrotny w Barcelonie

Wypadek w Barcelonie dotknął go bez wątpienia: „Podświadomie trochę mnie to spowalniało. W Misano ścigaliśmy się w trudnych warunkach, trochę to ukrywaliśmy. Straciliśmy tylko 14 punktów zamiast 37, ponieważ on wygrał oba mecze. W niedzielę zawsze byliśmy konkurencyjni, jednak w sobotę brakowało nam tej eksplozywności, którą mieliśmy wcześniej„.

Czy zwycięstwo nie byłoby porażką? Pecco odpowiada w ten sposób: „Tak, to byłaby porażka, biorąc pod uwagę, że miałem numer 1 i biorąc pod uwagę sezon, który mieliśmy. Osiągnąłem 62-punktową przewagę, a po sprincie w Mandalice Jorge objął prowadzenie. W niedzielę zawsze byłem najsilniejszy. Zasłużyliśmy na to, powinniśmy byli wygrać„.

Zdjęcie: Ducati Corse