Moto2, debiut Matteo Ferrari „Dobrze rozegrałem swoje karty”

Debiut w nowej kategorii zawsze jest ekscytujący. Matteo Ferrari doskonale o tym wie: teraz do swojego bogatego CV dodał także Moto2, w którym miał okazję ścigać się w ostatniej rundzie sezonu 2023 w Walencji. Okazja, która pojawiła się wraz z Gresini Racing, z którą będzie kontynuował swoją długą współpracę w MotoE także w przyszłym roku, przy niezmienionym celu, jakim jest ponowna walka o tytuł mistrza świata. Teraz Ferrari pozwala sobie na krótką przerwę po dość intensywnym sezonie, a rok 2024 zbliża się wielkimi krokami, co zapowiada się równie ambitnie. Ale wcześniej, jak wyglądała pierwsza dzika karta w klasie pośredniej? Opowiedziano nam o naszym wywiadzie.

Wieczór uroczysty: Rimini świętuje Mattię Casadei, Matteo Ferrari i Marco Bezzecchiego

Matteo Ferrari, opowiedz nam o swoim debiucie w Moto2.

Bardzo się z tego cieszę, to była wspaniała szansa. Po pięciu latach spędzonych w Gresinim nie twierdzę, że nie miałem już na to nadziei, ale szansa nigdy się nie pojawiła. W tym roku jednak sprawili mi cudowną niespodziankę i bardzo mi się podobało, dobra zabawa była pierwszym celem. Tym samym dojechałem na ostatni wyścig i wiedziałem, że łatwiej jest zrobić złe wrażenie, ale dołożyłem wszelkich starań, a zespół naprawdę wykonał świetną robotę. Weź pod uwagę, że rower wraz ze skrzyniami, które przyjechały z Kataru, był gotowy dopiero w czwartek wieczorem i nie mieliśmy ani jednego problemu. Pracowaliśmy naprawdę ciężko.

Dlaczego wybrałeś numer 44, czy jest jakiś powód?

Michele Masini i ja, siedząc przy stole w Faenzie, odliczaliśmy już używane liczby, aż przyszedł nam do głowy pomysł. Zawsze w niedziele chodzimy świętować do Chiringuito Pura Vida 44 w Rimini na plaży, więc musimy nosić numer 44. Tak to wyszło, bardzo spokojny wybór: przypomniał nam o pięknych chwilach, więc zdecydowaliśmy się założyć dlatego numer 44.

Matteo Ferrari, jak postrzegasz siebie pod względem osiągów na torze?

Moim zdaniem również pojechaliśmy mocno. Byłem także blisko awansu do Q2, ale myślę, że brakowało mi trochę doświadczenia: w 3. treningu wykonaliśmy dobry ruch pod względem ustawień, ale musieliśmy zastosować trochę bardziej ekstremalne podejście. Co potem zrobiliśmy w kwalifikacjach, ale ja przyjechałem później z czasem okrążenia. Powiedzmy, że 19. miejsce, blisko docelowej strefy punktowej, to dobry wynik: dobrze rozegrałem swoje karty, nigdy się nie rozbiłem i wyprzedziłem wielu zawodników, którzy ścigali się przez cały rok.

Pragniemy zaznaczyć, że był to dla Was absolutny debiut w Moto2.

Mieliśmy bardzo dobry weekend. To jasne, że dużo od siebie wymagam: kiedy pojawia się taka szansa, nawet jeśli można mieć różne „wymówki” i na koniec roku nadal być dziką kartą, ale przyjechałem z odpowiednią motywacją. Wiem, że nie będę miał zbyt wielu okazji, aby pokazać, że jestem silny, moim zdaniem wszystko poszło dobrze i tak naprawdę przekroczyliśmy oczekiwania. Może jedyną rzeczą jest to, że teraz jest trudniej, nawet jeśli tracisz sekundę do lidera, jesteś na 25. miejscu i nie jest łatwo odzyskać siły w wyścigu, nawet jeśli masz dobre tempo.

Czy ogólnie uważasz, że osiągnąłeś swoje cele?

Musiałem nie dopuścić do zbyt dużej awarii, co często się zdarza, gdy do kategorii dołączają nowi zawodnicy, i poprawiać się z każdą sesją. Zawsze mi się to udawało, więc oznacza to, że zarówno w zespole, jak i na poziomie jazdy, rozumiałem, co należy zrobić.

Patrząc na rower, czy są jakieś cechy, które Cię uderzyły?

Ta Moto2 często jeździ na kółkach. W zasadzie ma duży moment obrotowy na górze i nie wiem, może to zależy od położenia silnika lub innych powodów, ale staje się trudny do opanowania. Brak dużej mocy, ale jazda na kołach, zawsze wymaga pewnego kompromisu przy wychodzeniu z zakrętów. Niewiele potrzeba, aby wyjechać 1-2 km szybciej, co wystarczy, aby zapewnić sobie dziesiątą pozycję na okrążeniu, co pozwala wystartować o kilka pozycji do przodu. W wyścigu nie da się pojechać idealnej linii, tak jak jedzie się samotnie, brakowało mi doświadczenia w tej kwestii.

Najtrudniejszą rzeczą są jednak opony: przede wszystkim trzeba je wszystkie jednakowo kupić w weekend, co jest niemożliwe, bo zawsze trzeba liczyć się z tym, że przynajmniej podczas jednej sesji opona nie będzie działać. Marnujesz czas, a dla nowicjusza jest to jeszcze trudniejsze. Musisz spróbować znaleźć odpowiednią pewność siebie na oponach, czasami jest to duża granica: jeśli upadniesz, stracisz czucie i potrzeba czasu, aby je odbudować. Ale ogólnie Moto2 to fajny motocykl, lekki, łatwy w prowadzeniu, moim zdaniem obecny silnik jest ładniejszy niż ten Hondy.

Matteo Ferrari, czy jest coś, co Cię zaskoczyło w negatywny sposób?

Kiedy wjeżdżasz na tor, jedziesz dobrze, ale w żadnym wypadku nie jesteś z tyłu. Dla mnie jest to negatywna część tej kategorii. Co jakiś czas przychodzisz, poprawiasz się, może bez błędów, widzisz telemetrię i wszystko jest bardzo podobne, a potem w rankingach widzisz siebie na 24. miejscu i czujesz, że jedziesz bardzo źle. Następnie w tym zakręcie zauważasz 1 km/h, ale w innym momencie powinieneś przyspieszyć nieco wcześniej… Szczegóły, które sprawią, że pojedziesz dobrze. Nie idzie Ci źle, ale musisz zrozumieć, że to „mało” znaczy dużo. W przeciwieństwie do innych kategorii, motocyklem można jeździć tylko w jeden sposób.

Czy czerpałeś inspirację od kolegów z drużyny, czy wolisz skupić się na swojej osobistej ścieżce adaptacji?

Dzięki mojej pozycji łatwiej było podążać za kolarzem z innego zespołu, co zmniejszyło dyskomfort w garażu. Ostatecznie każdy, kto podąża za nim, ma się dobrze, także dlatego, że na dobre i na złe wszystkie motocykle są takie same, niezależnie od tego, czy pochodzą z tego samego zespołu, czy z Acosta, Dixon czy Arbolino, z którymi sporo jeździłem. Miałem model 2022, ale szczerze mówiąc, nadal są takie same. Najwyraźniej dokonałem małego porównania z danymi Filipa i Jeremy’ego, aby zobaczyć, od czego zacząć, ale posiadanie dwóch różnych stylów również zmienia konfigurację. Ostatecznie lepiej pójść własną drogą i nad nią pracować.

Jakie wrażenie zrobił na Tobie nowy asfalt, skoro wypróbowałeś go „na poważnie”?

Kiedy kręciłem, było znacznie cieplej, poza tym właśnie kręcili samochody, więc warunki były inne. Nowy asfalt z pewnością zawsze jest pozytywny, jest mniej dziur i większa przyczepność, więc nie ma co mówić, wykonali świetną robotę.

Matteo Ferrari, ogólnie rzecz biorąc, jaką ocenę przyznajesz tej dzikiej karcie?

Myślę, że możemy dać sobie 8, zarówno jako kierowca, jak i jako zespół. Widziałem, że wszyscy byli bardzo szczęśliwi, nawet chłopaki po drugiej stronie garażu, powiedzmy. Poza tym, że jestem kierowcą, jeśli chodzi o zarządzanie weekendem, to, że inni są szczęśliwi, pokazuje również, że oprócz samego weekendu stworzyliśmy także dobry klimat, który moim zdaniem jest podstawą szybkiej jazdy.

Najwyraźniej chciałbyś móc powtórzyć to doświadczenie, prawda?

Z pewnością byłoby miło! Jednak głównym celem zawsze pozostaje MotoE, musimy sprowadzić tytuł do domu. Wiem też, że w przyszłym roku trudno będzie ścigać się w innych kategoriach, np. CIV, a w przypadku Dunlopów byłoby to skomplikowane pod względem stylu jazdy. Jedynym sposobem na utrzymanie się w szkoleniu, który pomógłby mi także szybko jechać w MotoE, byłoby ściganie się w Moto2. Chciałbym w przyszłym roku wywalczyć kilka dzikich kart, przygotować je jeszcze lepiej, żeby nie było mi zbyt daleko pod względem kilometrów na torze.

Matteo Ferrari, jakie masz plany, gdy sezon się już skończył?

Zarezerwowałem już styczniowe testy w Portimao, żeby pojechać na trening! Tymczasem grudzień będzie miesiącem „przerwy”, poza tymi testami w styczniu też nie będzie większych zobowiązań: potrzebna jest chwila przerwy, sezon jest dość intensywny. Wciąż ustalamy pewne plany, ale kalendarz na 2024 rok będzie dość napięty: to prawda, że ​​​​może dla MotoE będziemy mieli trochę wolnych weekendów, ale może będziemy musieli zmieścić się w jakichś testach, więc od lutego do września będę zawsze miej przygotowaną walizkę!

Zdjęcie: Valter Magatti