Ferruccio Lamborghini „Urodzony w koszuli? Nie, z całą sukienką”

Ferruccio Lamborghini

Jego imię to historia. Ferruccio Lamborghini nosi imię swojego dziadka i ma wielką, ogromną, autentyczną pasję do silników. Oczywiście jest spadkobiercą jednej z najsłynniejszych rodzin we Włoszech, ale jest bardzo spokojnym chłopcem, a jego spontaniczność zapiera dech w piersiach. Od stereotypu syna ojca dzielą go lata świetlne. Z drugiej strony jego dziadek zaczynał od podstaw, budując traktory, by potem stworzyć niezwykłe samochody, być może najpiękniejsze wszechczasów. Jednak Ferruccio Lamborghini Jr wybrał motocykle i przez kilka lat był jeźdźcem na dobrym poziomie. Był mistrzem Włoch Moto2 i brał udział w około dziesięciu wyścigach mistrzostw świata. Dziś ma 32 lata i jest wiceprezesem i dyrektorem generalnym Tonino Lamborghini Spa.Jego historia jest tyleż prosta, co niezwykła.

Niektórzy rodzą się w koszuli, ja urodziłem się w pełnym garniturze – Ferruccio Lamborghini powiedział Corsedimoto – Zawsze byłem bardzo szczęśliwym chłopcem, odkąd byłem dzieckiem. Zacząłem jeździć rodzinnymi samochodami w wieku 4 lub 5 lat na podjeździe i podwórku firmy. Inne dzieci jeździły samochodami na pedały, podczas gdy ja jeździłem prawdziwymi samochodami mojego ojca i dobrze się bawiłem. Wiem, że może to zabrzmieć bardzo dziwnie, ale dla mnie to było prawie normalne. Jednak nie postrzegałem samochodów jako pojazdów wyścigowych. W wieku 8 lat zacząłem jeździć na Vespie zawsze po podjeździe i było to moje pierwsze podejście do dwóch kółek”.

Kiedy odkryłeś świat mini rowerów?

Latem 2001 roku pojechałem do Romanii z ojcem, który musiał jechać po części do samochodu. Przejeżdżamy przed torem minirowerowym Cattolica i uderza we mnie piorun. Mój ojciec „chcesz spróbować?”. Otworzył się dla mnie świat. W tym momencie zrozumiałam, że niczym się nie różnię od innych dzieci, niczym się nie wyróżniam. Było wielu innych w moim wieku, którzy jechali i jechali znacznie szybciej ode mnie. Wcześniej nie znałem żadnego innego dziecka, które miałoby taką samą pasję do silników jak ja. Myślałem, że będę musiał ciężko pracować i poprawiać się, aby być tak szybkim jak oni. W kieszonkowych rowerach startowałem do 2005 roku, biorąc udział w różnych zawodach o zasięgu regionalnym, krajowym i międzynarodowym. W 2006 roku przerzuciłem się na wysokie koła”.

Czy brałeś wtedy udział w CIV?

„Zaczynałem od mistrzostw Włoch, a potem zdobyłem kilka dzikich kart i dokonałem zmian w mistrzostwach świata: najpierw 125, potem Moto2. Następnie ścigałem się w Stock 600, zdobywając również mistrzostwo Europy, w CIV Supersport, aw 2012 roku w CIV Moto2, kończąc jako mistrz Włoch”.

Dlaczego nie przyszedłeś do MotoGP jako początkujący zawodnik?

„Warunki nie były odpowiednie, wtedy mistrzostwa świata byłyby wymagające, a mój ojciec chciał, żebym zaangażował się w rodzinny biznes. Po zdobyciu tytułu Włoch miał nadzieję, że po odebraniu tej ogromnej satysfakcji, poczuję się w jakiś sposób usatysfakcjonowany, odłożę trochę motocykl na bok, aby poświęcić się Tonino Lamborghini”.

Czy słuchałeś ojca?

„W 2014 roku oficjalnie przestałem się ścigać i dołączyłem do firmy. Pracowałam w biurze marketingu, a potem krok po kroku zaczęłam mieć coraz więcej obowiązków. Jednak w 2019 roku chęć ścigania się wróciła i próbowałem zrobić CIV w Stock 600 bez wielkich ambicji, jako hobby, jako kaprys podczas pracy”.

Jak wyglądał powrót do rywalizacji?

„Nie byłem tym, kim byłem. Myślałem, że uda mi się uciec na sześć weekendów w roku, ale mój umysł nigdy nie był wolny. Nie mogłem otworzyć gazu tak, jak powinienem, z powodów psychologicznych. Oczywiście nie spodziewałem się jakichś szczególnych rezultatów, ale myślałem, że pójdzie mi trochę lepiej. Byłem silny tylko w rundzie letniej w Misano, kiedy firma była zamknięta na wakacje, a ja nie miałem żadnych zobowiązań w pracy. W Vallelunga, w wyścigu, który powinien być moim ostatnim, znalazłem się ostatni i poczułem przypływ dumy. „Nie mogę tak finiszować” i na ostatnim okrążeniu wyprzedziłem tych z przodu z czasem znacznie niższym niż mój czas kwalifikacyjny. Ta jazda na czas dała mi spokój ducha: jeśli nie byłem szybki, to była tylko kwestia umysłu. Nie mogłem pogodzić jazdy na motocyklu z pracą. Wyszedłem ze świadomością, że na wszystko przyjdzie czas: to było w porządku”.

Ferruccio Lamborghini, czy robisz błyskotliwą karierę jako przedsiębiorca, ale czy żałujesz, że nie zrobiłeś tego jako kierowca?

„Motocykle to wspaniała szkoła życia. Sam fakt udziału w niektórych wyścigach Mistrzostw Świata był niesamowitą rzeczą, którą niewielu miało okazję zrobić. Teraz całkowicie przyswoiłem sobie emeryturę z zawodów i kiedy patrzę wstecz, widzę tylko pozytywne rzeczy. To była wspaniała przygoda. Mam tyle pięknych wspomnień, które noszę ze sobą. Było też kilka negatywnych doświadczeń, które jednak pomogły mi się rozwinąć i wiele nauczyły, więc trzymam je jak skarb”.

Czy nadal śledzisz motocykle?

„Jestem super entuzjastą, staram się podążać za wszystkim od samego początku. Niedziela też jest święta, nie opuszczam żadnego wyścigu! Teraz jestem instruktorem DRE, zajmuje mi to mało czasu i sprawia mi to przyjemność. Dla mnie to przyjemność, zaszczyt i powód do dumy. Swoje doświadczenie staram się służyć pasjonatom i ta sprawa daje mi ogromną satysfakcję”.

Dziękujemy, że przeczytałeś cały artykuł. Jak go oceniasz?