Dobra krew nie kłamie. Doriano Vietti to starszy brat Celestino, nie jest zawodowym jeźdźcem, ale jest bardzo silny. W ostatnią niedzielę w Misano zdobył tytuł mistrza kraju w Pirelli Cup 1000 na Aprilii zespołu RR. W przyszły weekend będzie w Imola na ostatniej rundzie National Trophy 1000, w której zajmie czwarte miejsce w tabeli, ze stratą 41 punktów do lidera Gabriele Gianniniego. Na poziomie teoretycznym nadal może celować w tytuł, ale realistycznie jest to prawie niemożliwe, biorąc pod uwagę, że oprócz Gianniniego ma przed sobą jeszcze Canepę i Gamarino, ale ma jeszcze dwa drugie miejsca na koncie, a końcowe podium to realna możliwość. W międzyczasie cieszy się tytułem krajowym zdobytym w Pucharze Pirelli.
„Właściwie przez weekend podróżowaliśmy bardzo mało, ponieważ próbowaliśmy zaoszczędzić pieniądze i energię na ostatnią rundę National Trophy – Doriano Vietti mówi Corsedimoto – W piątek zrobiliśmy kilka okrążeń, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Następnie wyruszyliśmy w bardzo dobrym tempie. Najważniejsze było, aby ukończyć wyścig, nie rozbić się i zdobyć ostatnie punkty potrzebne do zdobycia mistrzostwa. Wyścig odbyłem bez podejmowania ryzyka. To nie było tak, jak inne, które robiliśmy do tej pory. Ważne było, aby zebrać owoce tego, co zostało zrobione w sezonie, jednocześnie trzymając się z daleka od ewentualnych i niepotrzebnych kłopotów. Nieźle poszło. Zajęliśmy drugie miejsce za Lucą Vitalim, który otrzymał dziką kartę.”
Cztery zwycięstwa w Pucharze Pirelli: sezon do zapamiętania
„W Mugello wygrałem oba wyścigi, w Misano miałem drugą serię, a w ostatnią niedzielę sklasyfikowałem się na drugim miejscu, ale Vitali był obecny jako dzika karta, więc to tak, jakbym wygrał. Tym samym zakończyłem Puchar Pirelli z czterema sukcesami. Jestem bardzo szczęśliwy i usatysfakcjonowany. Chcę podziękować zespołowi RR, chłopakom z zespołu, moim sponsorom i wszystkim, którzy we mnie wierzą i mnie wspierają. Dziękuję mojej rodzinie, która bardzo mi pomaga, i mojemu bratu Celestino, który zawsze podaje mi rękę i jest moim fanem numer jeden. Życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia i mam nadzieję, że jak najszybciej wróci do robienia tego, co robi dobrze: karania Hiszpanów w Mistrzostwach Świata Moto2.”
Cóż za bajka, Marco Simoncelli! Ilustrowana historia „58” jest również dostępna w Amazon Books