Pierwszy weekend CIV Supersport nie zaczął się najlepiej dla Andrei Mantovaniego. Stopniowo jednak szło mu coraz lepiej, aż stał się jednym z zaciekłych bohaterów: 3. miejsce w 1. wyścigu i triumf w 2. wyścigu wyprowadziły go na prowadzenie w klasyfikacji generalnej kategorii, ekscytującego „pierwszego czas” dla pochodzącego z Ferrary członka zespołu Mesaroli, świadomego pracy, jaką należy wykonać, aby być naprawdę dobrym. Szkoda jednak, że wyścigi charakteryzowały się także poważnymi problemami z oponami…
Andrea Mantovani, opowiedz nam o rundzie CIV Supersport w Misano.
Spędziliśmy miły weekend. Z pewnością było ciężko i pod górę: w 1. kwalifikacjach byłem 11., ale w 2. kwalifikacjach poprawiliśmy sytuację i w wyścigach udało mi się pokazać z siebie wszystko. Niestety bardzo cierpimy z powodu wyprzedzania na prostej, nie mamy wystarczająco szybkiego silnika, ale pozytywne jest to, że naprawdę udało nam się pojechać po mistrzowsku, starając się w 100% wykorzystać mój „wielki czerwony pompon” . Zespół był znakomity, chłopaki włożyli w to całe serce i duszę, nigdy się nie poddaliśmy, ale zawsze walczyliśmy jak lwy przez cały weekend. Wiemy też, nad czym jeszcze musimy popracować, ale jesteśmy obciążeni.

Jednakże pomiędzy wyścigiem 1 i wyścigiem 2 dokonałeś zmiany, prawda?
Dokonałem zmiany z tyłu, co przy porannej rozgrzewce wydawało się być poprawą. Jednak zrobiliśmy tylko kilka okrążeń ze względu na poważny wypadek i zabranie chłopca helikopterem [Giacomo Mora, ndr]. Jednak po południu, w innych warunkach, tak się nie stało. Niestety podjąłem decyzję, zaakceptowałem ją, ale ostatecznie pojechałem na rowerze lepiej niż w pierwszym wyścigu, odczucia były inne. Jedyną rzeczą jest to, że trochę się przestraszyłem, kiedy pod koniec wyścigu pokazali mi oponę…
Było to tematem weekendu CIV w związku z debiutem nowej pojedynczej opony. Czy możesz wyjaśnić nam swoją sprawę?
Zgłaszaliśmy już problemy z oponami podczas testów w Misano, gdzie było trochę cieplej. Naprawdę osiągnąłem limit, nie wiem, czy byłbym w stanie ukończyć jeszcze jedno okrążenie wyścigu. Moja opona była w kawałkach, z dość głębokimi dziurami. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, nie jest najlepiej, jeśli nie, to poważna sprawa. Z góry wiem, że wszyscy byliśmy równi, co było niesamowite. Należy go natychmiast rozwiązać, więc nie jest to wykonalne, ale naprawdę niebezpieczne.
Może dlatego zmiana nie zadziałała?
Nie potrafię powiedzieć, nie wiem, kiedy opona zaczęła się psuć. Jednak od połowy wyścigu miałem wrażenie, że zmiana, której dokonałem, nie była właściwa. Pod koniec jednak naprawdę czuło się, że coś jest nie tak… Wszyscy znaleźliśmy się w strasznej sytuacji.

Jesteście liderami CIV Supersport. Spodziewałeś się tego?
Jestem tam pierwszy raz w życiu, pięknie! Wiedziałem, że sobie poradzę, ale biorąc pod uwagę trudności, jakie mieliśmy, powiedzmy, że oczekiwania były nieco niższe. Zamiast tego zakończyliśmy weekend tym, o czym marzyłem! Jestem trochę zirytowany pierwszym wyścigiem, w którym było tyle wyprzedzań na prostych, że na prostych osiągaliśmy prędkość około 10 km/h, mimo że nadal mieliśmy różnicę między prowadzeniem a podwoziem. Teraz będziemy nad tym pracować z zespołem Mesaroli, wszyscy jesteśmy podekscytowani. Szkoda jednak, że Vallelunga zbiegnie się z rundą MotoE w Jerez…
Ważna nieobecność. Tyle problemów z kalendarzami…
Jeśli masz szansę na mistrzostwo świata, wykorzystaj ją, nie odbierając niczego Mistrzostwom Włoch, które dla mnie są piękne. Ale tak bardzo nalegaliśmy, aby unikać współistniejących sytuacji, że ciągle powtarzamy, że ważne jest, aby kalendarze się nie pokrywały, aby wszystko dobrze wykonać, a jednak tak nie jest. Bardzo mi przykro, to dla mnie miły cios, ale nadal jestem pewien, że odbędzie się wiele innych wyścigów i będziemy myśleć o jednym z nich na raz.