Nie miał już na to nadziei, utworzył się już prawie „kompleks”, zamiast tego Mirco Modesti wygrał 125 SP Motoestate. Pierwszy tytuł w jego karierze, coś, co 37-latek z Piombino (Toskania), wspierany przez żonę, która „Wytrzymuje mnie już od 20 lat”a także bycie ojcem sześcioipółletniego chłopca „która rośnie o chlebie i silnikach”, gonił przez długi czas, nigdy do niego nie docierając, aż do 2023 r. Nie możemy zapomnieć o poważnym wypadku w 2015 r., który mógł położyć kres jego karierze, a który zamiast tego okazał się tymczasową przerwą na żądanie, biorąc pod uwagę, że następujące roku Modesti był już z powrotem w akcji. Brał udział w wielu mistrzostwach, w tym roku wraz z GP Włoch 2T wrócił do MES z jednym celem.
Wyzwanie przy wsparciu CVSP [Club Veicoli Storici Piacenza]od Nico Racing Team (jego motoklubu w mistrzostwach Włoch) plus zupełnie nowy rower, ale w końcu mu się udało! „Krąg moich doświadczeń w 125 SP trochę się zamknął: zaczynałem w Motoestate i tak się skończyło, zdobywając tytuł” Modesti skomentował to podczas ceremonii wręczenia nagród w październiku ubiegłego roku. W tym samym czasie otworzył firmę produkującą tłumiki, Modesti Exhaust, która zaopatruje dużą część dzieciaków z Motoestate. Konkretny dowód nauk Andrei Bergamaschiniego, z podziękowaniami także dla Marco Gragnaniego… To jednak tylko wskazówka, poniżej opowiemy Wam całą jego historię.
Mirco Modesti, mistrz 125 SP. Czy była to niespodzianka, czy było to „w planie”?
CVSP, które zawsze udziela mi pomocy finansowej i logistycznej, zaproponowało, abym spróbował zbudować od podstaw kolejny rower dla Motoestate i sam się nim ścigać. Ścigam się Hondą 125 GP w CIV Classic od sześciu lat, ale zaproponowano mi powrót do SP, z którego nigdy nie przestałem korzystać, aby spróbować wygrać. Niespodziewany tytuł, więc powiedziałbym nie, ponieważ już zaczynaliśmy od tego pomysłu.

Byliście więc gotowi na sezon w roli głównych bohaterów.
Muszę przyznać, że trochę się spóźniliśmy, motocykl był gotowy dopiero na tydzień przed wyścigiem w Varano, a ja praktycznie nigdy go nie próbowałem. Pojawiliśmy się tam, nie mówię z domysłem, ale z przekonaniem, że nawet przy zerowym przebiegu na motocyklu możemy pojechać tak szybko. W pierwszym wyścigu zająłem 5. miejsce, ale byliśmy rozczarowani, ponieważ myślałem, że mogę jechać znacznie szybciej, nawet jeśli odpadniemy później.
Był to jednak rower debiutujący, nie poszło mu aż tak źle.
Nie było nawet pewne, że uda mi się ukończyć wyścig w Varano, ale tam myślałem, że od razu pojadę szybko, a zamiast tego od razu wróciłem na ziemię. Ale w dłuższej perspektywie wyszliśmy na prowadzenie i byliśmy szybcy: Varano było najszybszym wyścigiem od 2018 roku do dzisiaj, w Cremonie ustanowiono rekord toru, nawet jeśli następnie go pobito. Na ostatnim wyścigu zarówno ja, jak i mój kolega z drużyny Muttoni pojawiliśmy się na wybiegu, który następnie zwyciężył i zajął 3. miejsce, natomiast 2. miejsce wystarczyło nam do mistrzostwa.
Mirco Modesti, wynik, który był zatem oczekiwany i zasłużony.
Moim zdaniem tak. Połączenie wszystkich planet w całość jest trudne, ale mieliśmy też trochę szczęścia, ponieważ niektórzy przeciwnicy, jak na przykład Magnanelli, który zdobywał dwa tytuły z rzędu, mieli problemy techniczne. Może także dlatego, że ich tam sprowadziliśmy: występy z poprzednich lat nie byłyby dla nich wystarczające, więc podnieśliśmy nieco poprzeczkę. My natomiast jako jedyni nie mieliśmy emerytury w wyścigu ani problemów na dwóch motocyklach, a ponieważ należę do osób, które często upadają, tylko raz poślizgnąłem się na piątkowym treningu w Magione . Bardziej niż szczęście powiedziałbym jednak również, że praca została wykonana bardzo dobrze.
Jednak w tym roku nie tylko Motoestate.
Ponownie z motocyklem Nico Racing Team, oprócz CVSP, ponownie wziąłem udział w 2. GP Włoch na Hondzie 125 GP. To trzeci lub czwarty raz, kiedy jestem wicemistrzem Włoch, nie ma sposobu, aby wygrać! Spróbujemy ponownie w przyszłym roku.
Mirco Modesti, cofnijmy się o krok: gdzie zaczyna się Twoja historia?
Zaczęła od 16-17-letniego chłopca, którego pasją były silniki, a zwłaszcza mechanika. Zacząłem od hulajnogi, ale nic nie robiłem, aż w 2006 roku kupiłem motocykl szosowy, replikę Valentino Rossi Aprilia 125 i stamtąd zacząłem jeździć na przełęcze, czyli wąskie uliczki w mojej okolicy. Ale wkrótce dostałem też dres i zacząłem jeździć na tor, zaczynając od Magione. W międzyczasie pracowałem jako ślusarz, inaczej nie było ekonomicznej możliwości: powiedzmy, że wszystko, co zarobiłem, łącznie z kieszonkowym mojej babci, wydałem na motocykl. Niedługo potem chłopak, który startował w Mistrzostwach Włoch w szybkości pod górę, zapytał mnie, dlaczego też nie spróbowałem.
To był więc twój debiut w wyścigach.
Tak, zdobyłem licencję i w 2007 roku odbyłem swój pierwszy wyścig na torze Spino. Myślę, że zająłem 12.-13. miejsce na około 25 kierowców. W tamtym roku wystartowałem w 3-4 podjazdach, ale nawet tam była kwestia wyjazdu na dwa dni, krótkiego posiedzenia na rowerze, bo trwa to trzy minuty, a potem zjazdu… Miałem bardziej o charakterze torowym. Zimą 2007 roku wziąłem kolejną Aprilię, już lepiej przygotowaną, i pojechałem na mój pierwszy rok w Motoestate.

Mirco Modesti, jak poszedł twój debiut?
W pięciu rundach nie ukończyłem wyścigu, wszystko się wydarzyło. Ale zawsze mam twardą głowę, żeby spróbować jeszcze raz, więc kontynuowałem: w 2009 roku ponownie przejechałem Motoestate i poszło znacznie lepiej. Stopniowo uczysz się, poznajesz także różne postacie, takie jak Magistrati, idol tamtych czasów, który mógłby udzielić ci wskazówek na temat motocykli. W 2010 roku przeniosłem się do Trofeo del Centauro w Vallelunga i w swoim debiucie zająłem 3. miejsce, wygrywając także swój pierwszy wyścig na mokrej nawierzchni, a także kilka wyścigów Mototemporada w Misano, gdzie zdobyłem swoje pierwsze podium. Kiedy zwolniono limit wieku, myślę, że w następnym roku pojechałem grać w mistrzostwach Włoch.
Kolejne nowe wyzwanie dla Ciebie.
W 2011 roku poznałem także Andreę Bergamaschini, motocyklowego guru ostatnich lat: to on nauczył mnie silników, tłumików… Jemu zawdzięczam wszystko, dzięki niemu zrobiłem duży skok jakościowy na poziomie technicznym. Na torze rywalizowałem z takimi zawodnikami jak Rinaldi, Andreozzi, Gabrielli… Wiele osób wspieranych przez duże struktury, które obecnie rywalizują w Mistrzostwach Świata. Pracowałem trochę ciężej i trzymałem się bardziej z tyłu, ale to też było dobre doświadczenie. W latach 2012-2013 zdobyłem swoje jedyne podium w mistrzostwach Włoch, 2. miejsce w Vallelunga i 3. miejsce w Imola: to wyniki, z których jestem najbardziej dumny. Rok 2014 był przedostatnim rokiem SP i zdobyłem swoje ostatnie pole position w Misano, a następnie w wyścigu położyłem się… W następnym roku ponownie wyjechaliśmy, aby spróbować zdobyć tytuł w ostatnim sezonie SP.
Mirco Modesti, rok 2015 był twoim annus horribilis.
W Misano, podczas testów CIV, na ostatnim okrążeniu ostatniej sesji w niedzielę, miałem wypadek. Właśnie odnowili nawierzchnię toru i jako pierwsi zawróciliśmy: na ostatnim zakręcie pojechałem szeroko, wyjechałem za krawężnik, mijając „stopień”, po którym usunięto syntetyczną trawę. Kiedy dojechałem do miejsca, w którym musiałem wracać, mój rower rozbił się do góry nogami w stosunku do zakrętu, przez co spadł w lewo i przy prędkości 125 km/h uderzyłem w ścianę garażu. Dwa miesiące leżałem w szpitalu i miesiąc na intensywnej terapii, doznałem poważnych obrażeń: złamałem obojczyk, nadgarstek, siedem żeber po prawej stronie, wszystkie po lewej z przodu i z tyłu, sześć kręgów, oderwana klatka piersiowa , miałam operację płuca, odma opłucnowa po prawej stronie… byłam załamana. Moja mama zawsze mi mówiła: „Żyjesz, to w porządku”.
Spójrzmy prawdzie w oczy, to wydarzenie, po którym wyzdrowiałeś i znów zacząłeś biegać, prawda?
Ale chciałem też wystartować w ostatnim wyścigu w roku w Mugello. W tamtych latach ścigałem się z zespołem EMP Maurizio Fredianiego, co bardzo pomogło mi finansowo, ale nie byłem w dobrej kondycji, a motocykl nie istniał. Bergamaschini również poradził mi, żebym zostawił to w spokoju. Wróciłem na rower 21 lutego 2016 w Kartagenie z wieloma wątpliwościami: zamiast tego odbyliśmy tam trzy dni testów i od razu pojechałem dość szybko, bawiłem się jak szalony. Stamtąd zaczęliśmy od nowa.
Zatem w 2016 roku powrócicie także do rywalizacji w wyścigach.
Nie było już mistrzostw Włoch, ale stało się to Trofeum Marchetti, później przekształcone w Trofeum Federacji. W tym roku byłem na czele całych mistrzostw, aż do ostatniego okrążenia w Mugello: wygrałem wyścig i tytuł, ale mój rower się zepsuł… W roku, w którym wróciłem, pojechałem naprawdę szybko, ale nic, tak to jest zakończył się. Byłem tak rozczarowany, że powiedziałem sobie wystarczająco dużo, i tak nigdy nie zdobyłbym tytułu SP, ale Bergamaschini zaproponował mi zrobienie mistrzostw w 125 GP i zaczęliśmy w 2017. W pierwszym roku zająłem 3. miejsce, a w następnym roku 4. miejsce lub 5. Pamiętam, że nie szło mi najlepiej ze względu na pewne problemy. W 2019 roku stało się to GP Włoch 2T i było organizowane w weekendy CIV Classic: wygrywałem, byłem tam praktycznie, ale liczyłem też na dziką kartę w mistrzostwach Francji. Padało, byłem pierwszy, ale tydzień przed Włochami położyłem się i złamałem obojczyk. Pozostało mi tylko dojechać do mety i wygrać, ale oczywiście tam nie dotarłem.
Mirco Modesti niemal „przekleństwem” mistrzostw Włoch.
Skończyłem GP jako wicemistrz Włoch, co powtórzyłem również w 2020 roku. W 2021 roku utrzymałem się na czele przez cały sezon: w ostatniej rundzie z Pennacchioli i ja odnieśliśmy tę samą liczbę zwycięstw, drugie i trzecie miejsce, pole position i szybkie okrążenia, więc mieliśmy taką samą liczbę punktów. Wygrał dzięki sukcesom w Misano, a ja zająłem 4. miejsce. W 2022 roku ponownie walczyłem o mistrzostwo, byłem pierwszy, ale w Varano złamałem kość skokową, co jest naprawdę nudne. W tym roku ponownie walczyłem o mistrzostwo i ponownie z Pennacchioli, ale znowu zająłem drugie miejsce. Właściwie to już to powiedziałem: „Jestem silny, ale nie wiem, jak wygrywać mistrzostwa!”

Jednak w tym roku nie wszystko poszło w tę stronę.
Trochę to zdementowaliśmy. Do ostatniego zakrętu w Cremonie powtarzałem sobie jednak, że zaraz…