Jorge Martin i zespół Prima Pramac Racing chcą tworzyć historię. Tak naprawdę w erze MotoGP żaden zawodnik nie zdobył tytułu mistrza w wyścigach drużyn satelitarnych. To prawda, że Hiszpan ma bezpośredni kontrakt z Ducati i cieszy się leczeniem technicznym na bardzo wysokim poziomie, ale nadal nie ma go w fabrycznym zespole, który w zasadzie zawsze ma coś więcej. Ranking i trend wyników mówią, że marzenie może stać się rzeczywistością.
MotoGP, trzy Grand Prix do chwały
Po podwójnych zwycięstwach w Tajlandii Martin zbliżył się do Pecco Bagnaii na 13 punktów. Przed nami jeszcze trzy wydarzenia: Malezja, Katar i Walencja. Trzy finały, w których obaj kierowcy dadzą z siebie wszystko, aby zwyciężyć i zdobyć upragniony tytuł. Na aktualnego mistrza ciąży nieco większa presja, ale Madrylijczyk wie, że ma przed sobą wielką szansę i zdecydowanie myśli o koronie świata.
Dla Bagnaii przegrana pojedynku byłaby większym rozczarowaniem, ale Martin nie przyjąłby tego lekko, mimo że wielokrotnie deklarował, że nie będąc w fabrycznym zespole nie ma obowiązku wygrywać. Ponieważ postawił się w sytuacji, w której mógł zostać mistrzem, porażka byłaby dla niego bardzo smutna.
Czy Bastianini drży, gdy Martin jest mistrzem?
Niedawno z Hiszpanii wyciekła hipoteza mówiąca o przejściu Jorge do oficjalnego zespołu Ducati w przypadku zdobycia tytułu MotoGP w 2023 r. Firma Borgo Panigale mogła chcieć mieć u siebie numer 1, zamiast zostawiać go satelickiej drużynie Prima Pramac. Gazeta La Repubblica skontaktowała się ze źródłem Ducatisty, które przekazało następującą informację: „Na razie nie rozmawialiśmy o tym oficjalnie. Jest to jednak możliwość, której nie chcemy wykluczać„.
A Enea Bastianini? Oczywiście zostałby zdegradowany do drużyny Paolo Campinotiego, jednak Ducati potwierdziło to już i wycofanie się wiązałoby się z koniecznością zapłaty kary. Carlo Pernat, kierownik pilotażu, tak o tym mówił: „Pod koniec sierpnia otrzymaliśmy list od Borgo Panigale. Będziemy z nimi także w 2024 roku. Rozumiem, że taka rewolucja uszczęśliwiłaby Hiszpanów, ale tu nie ma logiki. Enea jest wielkim mistrzem i udowodnił to, kraksa w debiucie sprawiła, że wyrzucił mistrzostwo, w którym z pewnością byłby bohaterem. Ducati doskonale o tym wie. A potem jest umowa: odrzucenie jej będzie kosztować mnóstwo pieniędzy„. Nie byłaby to operacja zero-kosztowa…
Zdjęcie: Ducati