Powiew przeszłości o bardzo słodkim smaku. Simone Corsi powróciła do rywalizacji w Mistrzostwach Włoch w szybkości po ponad dwudziestu latach i bawiła się jak dziecko, a raczej nawet bardziej. Po wielu sezonach w mistrzostwach świata MotoGP rywalizował bez najmniejszej presji, dla zwykłej przyjemności jazdy na motocyklu. Był faworytem wieczoru i nie zawiódł oczekiwań. W ciągu roku stanął na podium w dziesięciu z dwunastu wyścigów. Był autorytarny, nie zrobił nic złego, pogratulował mu nawet jego bezpośredni przeciwnik Emanuele Pusceddu (przeczytaj tutaj). Pod koniec miesiąca Simone Corsi będzie w Jerez na ostatniej rundzie Mistrzostw Świata Supersport z zespołem Altogo. Brał już udział w kilku wyścigach o mistrzostwo świata, pokazując, że i tam może być bohaterem.
„CIV znacznie się rozwinął w porównaniu z tym, kiedy to zrobiłem dwadzieścia trzy lata temu – Simone Corsi mówi Corsedimoto – było bardzo miło i na wysokim poziomie. Po kilku dość męczących latach w Moto2 wracam do zabawy na motocyklach. Rywalizowałem w profesjonalnym, ale autentycznym zespole prawdziwych pasjonatów. Po tytule chłopaki z zespołu zorganizowali imprezę-niespodziankę: wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi, zarówno ja, jak i oni. Czuję się naprawdę dobrze w Altogo.”
Byłeś głównym faworytem tego wieczoru: misja wykonana.
„Prawdopodobnie gdybym stracił tytuł, miałbym więcej wiadomości niż jego zdobycie. Zarówno zespół, jak i ja daliśmy z siebie wszystko i mieliśmy naprawdę dobry sezon. Teraz mamy nadzieję zakończyć je w najlepszy możliwy sposób w ostatniej rundzie Mistrzostw Świata Supersport w Jerez.”
Czy w przyszłym roku będziesz startował w pełnym wymiarze godzin w World Supersport?
„Niestety wszystko jest nadal w stanie gotowości, ponieważ wszystko zależy od tego, czy zaakceptują rejestrację w Altogo. Myślę, że tam zostanę, czuję się naprawdę dobrze w drużynie. Miałem kontakty z innymi zespołami, ale nic konkretnego, a w obecnym zespole wszystko idzie gładko. Gdyby nie zaakceptowali zgłoszenia do Mistrzostw Świata, spędziłbym kolejny rok w CIV z Altogo próbując obronić numer 1”.