Roberto Tamburini zwierza się: „Powrót do Superbike? nie oszukuję siebie”

Roberto Tamburini a Spa

Roberto Tamburini jako dziecko lubił bić rekordy na torach minibike. Był małym bachorem i super talentem, nie było utworu, w którym nie podpisałby płyty. Często rywalizował ze starszymi jeźdźcami, ale to był szczegół. Zbierał serie tytułów włoskich i europejskich, aż stracił rachubę. Natychmiast wylądował w CEV i Mistrzostwach Świata 125, ale potem z powodu problemów fizycznych i motocyklowych oraz złego zarządzania nie był w stanie zabłysnąć w Mistrzostwach Świata.

Następnie Bike Service zadebiutował na Yamaha R6 i tym samym rozpoczął karierę na 600 cm3, następnie ścigał się w Mistrzostwach Świata Supersport, w Stock 1000, aż do Mistrzostw Świata Superbike w 2022 r., regularnie trafiając w strefę punktową i genialny top 10. palmares zdobył tytuł włoskiego Supersportu, wygrał National Trophy 1000, dwa razy zajął drugie miejsce w Pucharze Świata STK 1000 i wiele dobrych międzynarodowych miejsc, ale tak naprawdę nie udało mu się przebić.

Teraz, w wieku 32 lat, startuje w Endurance World Championship i wydaje się, że zbliża się już koniec jego kariery. Co poszło nie tak? Dlaczego Roberto Tamburini nie startuje w pełnym wymiarze godzin i nie zostaje mistrzem przez duże C? Czy nadal w to wierzy, czy też uspokoił swoje serce? Wiele pytań, na które próbuje odpowiedzieć, wyłącznie w Corsedimoto.

„Bardzo dobrze radzę sobie w Endurance World Championship – mówi Roberto Tamburini – wspaniale było biegać w SPA, nawet nocą. Otoczenie jest piękne, udaje mi się też zarobić trochę pieniędzy, więc nie mogłem prosić o więcej. Jasne, ścigam się w prywatnej drużynie i nawet w wyścigach długodystansowych jest wyraźna różnica między prywatną a oficjalną, ale to mistrzostwa, które lubię”.

Myślisz, że możesz wrócić do WorldSBK, czy może podpaliłeś swoje serce?

„Serce w pokoju może nie, ale już się nie łudzę. Wiem, jak to jest w motocyklach, wiem to od lat, to zwykłe przemówienia, ale absolutnie nie użalam się nad sobą. Jestem gotowy, zmotywowany, ale cudów nie oczekuję. Miałem już dużo szczęścia, że ​​mogłem przeżyć sezon w World Superbike bez sponsora i zawsze będę wdzięczny Carusi za tę szansę. Obaj debiutowaliśmy w Mistrzostwach Świata Superbike, mieliśmy bardzo prywatny motocykl i razem czerpaliśmy ogromną satysfakcję. Będzie mi bardzo trudno ponownie ścigać się w World Superbike lub World Supersport, przynajmniej z konkurencyjnym zespołem. Gdyby tak się stało, oczywiście byłbym bardzo szczęśliwy, ale jestem realistą”.

Co przegapiłeś i czego ci brakuje?

„Prawdopodobnie brakowało mi top managera, który byłby w stanie znaleźć mi odpowiednie zakwaterowanie i warunki, abym mógł ścigać się nawet bez budżetu. Ja sam nie jestem dobry w znajdowaniu dużych sponsorów, są tacy, którzy mają ten dar, ale niestety mnie tam nie makiedykolwiek miałem. Mam kilku drobnych osobistych sponsorów, ale wystarczą one tylko na pokrycie kosztów mojego szkolenia. Nie mam i nigdy nie miałem budżetu, który mógłby wnieść ekonomiczny wkład w zespoły. Gdybym jednak miał ją dzisiaj, byłoby super, bo zapłaciłbym tylko za rywalizację na wysokim poziomie w Mistrzostwach Świata lub zdobywanie doświadczenia w MotoAmerica. Nie byłbym skłonny wydać pieniędzy na mistrzostwo kraju, nie to. To nie miałoby sensu”.

Czy zespoły CIV cię szukały?

„Tak, ale uważam, że przy moim sportowym programie nauczania i moim doświadczeniu zespoły CIV powinny mi płacić za ściganie się. Zrobiłbym CIV tylko wtedy, gdybym miał zwrot ekonomiczny, na pewno nie zrobiłbym tego jako osoba płacąca lub musząca w każdym przypadku ponieść koszty podróży i tak dalej”.

Kto najbardziej Ci pomógł przez te lata?

„Przede wszystkim jedno nazwisko: Sandro Carusi z MotoXRacing. Gdyby nie on, nigdy nie ścigałbym się w World Superbike. Nadal jestem członkiem jego Moto Clubu i nadal razem pracujemy. Gdyby miał szansę mi pomóc, na pewno by to zrobił, zawsze to robił przez lata”.

W zeszłym miesiącu ścigałeś się Aprilią w Rumunii i ustanowiłeś rekord toru w MotorPark. Jak się odnalazłeś?

„Minęło siedem lat, odkąd jeździłem Aprilią, ale zespół, który zaprosił mnie jako gościa, miał jedną. To było w konfiguracji fabrycznej, ale podobało mi się i było to dobre doświadczenie. Uznałem to za bardzo konkurencyjne. Jeśli chodzi o motocykle, dostosowuję się, to z pewnością nie jest problem, to po prostu możliwość ścigania się na poziomie międzynarodowym bez budżetu i środków dostosowanych do sytuacji”.

Dziękujemy, że przeczytałeś cały artykuł. Jak go oceniasz?