Max Gazzarata i wyzwanie JuniorGP: „Pokazujemy prawdziwą wartość kolarzy”

gazzarata morosi, juniorgp

Max Gazzarata jest byłym kolarzem crossowym i motardowym na czele ugruntowanej struktury w Supermoto między mistrzostwami Włoch, Europy i świata. Jednak w tym roku jest dla niego nowość JuniorGP z zespołem o nazwie Eagle-1, a więc zaangażowanie na dwóch frontach z dwiema różnymi strukturami. Jego wskazówką jest Alessandro Morosi, 18-letni Lombard z dużymi nadziejami, mający już za sobą dwa sezony doświadczenia w Mondialino Moto3. Jak doszło do tego nowego wyzwania? Rozmawialiśmy z Gazzaratą, oto co nam powiedział.

Jak zrodził się pomysł debiutu w JuniorGP? Masz zespół w Supermoto.

Ścigałem się przez 20 lat w crossie i 10 w motard, sporcie, w którym zawodnik wciąż ma coś do powiedzenia, aby coś zmienić. Mówi się, że motard to sport skończony, ale tak naprawdę to bardzo ciekawa dyscyplina, bliżej szosy niż motocrossu. Przez kilka lat [2008, ndr] we Włoszech istnieje również kategoria S4 na asfalcie. Aby dostroić odpowiednie motocykle, skontaktowaliśmy się z kilkoma kolarzami blisko domu: Alberto Surra i Alessandro Morosim. Rozwój od strony technicznej ale i trening. Potem zaczęliśmy rozmawiać, wpadliśmy na pomysł… Miesiące później zakończyliśmy rejestrację w JuniorGP!

Jak to się zmaterializowało?

Pochodząc z zupełnie innego świata muszę przyznać, że ten pomysł trochę mnie przeraził. Jednak projekt narodził się dzięki dwóm osobom: Maurizio Cambarau, ze światowym doświadczeniem i Corrado Caon, właścicielowi zespołu FullMoto. Powiedziałem sobie, że jeśli mamy wejść do ligi, musimy to zrobić z dwoma pasjonatami i zdolnymi ludźmi, ponieważ nie ma zbyt wiele czasu na rozwój. Od razu spotkaliśmy się z Corrado, później z Maurizio: na początku wiele negatywnych rzeczy chodziło nam po głowach, potem pokonaliśmy przeszkodę, dzięki stworzonej symbiozie. W przeciwieństwie do struktury motard z Hondą, będziemy ścigać się z KTM iw ciągu roku będziemy mieli kilka ewolucji, tak jak prosiliśmy. Chcemy zakończyć sezon ze świadomością, że naprawdę zrobiliśmy wszystko, co było potrzebne, więc nie można było zrobić więcej.

W rzeczywistości wysyłasz Alessandro Morosiego, którego już dobrze znasz. Będziesz go miał tylko w tym roku?

Z Alessandro nawiązały się relacje oparte na wielkim zaufaniu: zrobiliśmy razem 3-4 wyścigi motardowe i świetnie się bawiliśmy. Jest piękną osobą: wydaje się bardzo pewny siebie, ale w końcu jest bardzo delikatny i wrażliwy. Jako były jeździec starałem się również wymyślić słowa kluczowe, aby upewnić się, że będzie w stanie dać z siebie wszystko w krótkim czasie, jaki miał na motorze. Od tego momentu zaczęliśmy wspólnie myśleć o tym projekcie, którego głównym celem, bardziej niż wyniki, jest pokazanie prawdziwej wartości jeźdźców. I tak, ANa początek będziemy mieć tylko jednego zawodnika, może być kilka dzikich kart w pracach, ale od tego zaczynamy budować zespół. Również dlatego, że wiemy, że będzie to skomplikowane z ekonomicznego punktu widzenia, ale to normalne.

Jak bardzo może ci pomóc doświadczenie Morosiego w JuniorGP?

Na pewno bardzo dużo. Jest dobrym kierowcą i jestem pewien, że jego prawdziwy potencjał wciąż nie jest dostrzegany. Jak powiedziałem, jest wrażliwym chłopcem i wystarczy chwila, by nie mógł pokazać wszystkiego, co może dać. Widziałem to w motard, nie wyobrażam sobie w JuniorGP, gdzie jest jeszcze większe napięcie. W zespole starałem się stworzyć mieszankę chęci działania, kompetencji i pasji: myślę, że to też dobry koktajl dla Alessandro.

Cofnijmy się o krok: opowiedz nam historię Gazza Racing, Twojego zespołu w Supermoto.

Do lat 2002-2003 ścigałem się w Motocrossowych Mistrzostwach Świata, miałem 33-34 lata, a motarda poznałem przez znajomych. Startowałem w tej dyscyplinie przez kilka lat, najpierw w Europie, potem w Stanach Zjednoczonych, aż w wieku 37 lat nadszedł czas, aby przestać. Mój ojciec zawsze miał ten warsztat o nazwie Gazza Racing, więc chciałem kontynuować „dynastię” tej nazwy iw 2007 roku wystartowaliśmy w motard z tym zespołem. To była moja rekonwersja, od jeźdźca do kierownika zespołu.

Co Twoim zdaniem dodatkowo daje kierownik zespołu, który był jednocześnie kierowcą?

Z pewnością wiesz, o czym mówisz. Pojęcie wyścigów, psychologia… Zestaw rzeczy, które na pewno pomagają, ale poza tym dobrze jest wiedzieć, jak mierzyć słowa w rozmowie z kolarzem, zwłaszcza po wyścigu. W sportach motorowych niepowodzenia są znacznie częstsze niż sukcesy, zwłaszcza na początku, dlatego trzeba znaleźć odpowiednią formułę, aby dzieciaki uwierzyły, że pewnego dnia staną się silne.

Niełatwa praca.

Na początku jest wiele mglistych dni, więc poklepanie po plecach nie wystarczy. Musimy sprawić, by kierowca zrozumiał, co jest za nim, czyli przejścia, ale też, że to zawsze gra. Oczywiście trzeba też zwrócić uwagę na charakter jeźdźca: nie tylko Alessandro, jest wielu, którzy ważą słowa. I nie wolno nam zapominać, że to ryzykowny sport: to drabina, po której trzeba się delikatnie wspinać, a nie żartować i zawsze mieć nadzieję, że się uda.

Ogólnie rzecz biorąc, daj młodym ludziom szansę na rozwój.

W tym wieku trzeba im pomóc, nikt nie rodzi się uczonym. Nie wszystkie są intuicyjne, są kierowcy, którzy są nieco „wolniejsi”. Nie jest tak w przypadku Alessandro, ale w przyszłości, jeśli przydarzy nam się taki młody człowiek, musimy uzbroić się w cierpliwość i to też powiedziałem zespołowi.

Jakie są plany na 2023 rok? Oprócz nowości debiut w JuniorGP.

Zawsze prowadzimy w motardzie z Gazza Racing, we Włoszech iw mistrzostwach Europy będziemy mieli też Alessandro. Jako obecny nie będę w stanie zawsze być w lidze włoskiej, teraz niezależnej strukturze, która działa sama. Będę tam w Mistrzostwach Świata, przegrywając też kilka wyścigów w JuniorGP. Następnie ocenimy, jak poszło, aby zrozumieć, jak lepiej nim zarządzać. Ale w każdym razie jesteśmy dobrze zorganizowani w obu specjalnościach na ten rok.

Zdjęcie: Gazza Racing