Sponsorzy, ukryte pułapki: od zagrożenia rabunkami po kierowników gazet

sponsor

Pomysłowość jest najgroźniejszym przeciwnikiem każdego pilota. Świat sponsoringu jest niezwykle różnorodny. Są poważni, prawdziwi sponsorzy, którzy inwestują znaczne sumy, ale w cieniu padoku jest dużo niezgłoszonych pieniędzy i to nie tylko związanych z uchylaniem się od płacenia podatków i zawyżonymi fakturami. Są fałszywi menedżerowie, są tacy, którzy obiecują i nie dotrzymują, istnieje nawet ryzyko kradzieży ich pieniędzy. Dosłownie.

Ryzyko rabunku

Scena wygląda jak z filmu, ale wydarzyła się naprawdę. Zawodnik lub kierownik zespołu otrzymuje wiadomość, często w języku angielskim „Jestem przedsiębiorcą Tal Dei Tali z firmy Tal dei Tali w Brukseli, śledzę cię w Internecie i na portalach społecznościowych, jesteś wielkim mistrzem i jestem zainteresowany sponsorowaniem cię”. Piloci w dziewięćdziesięciu procentach przypadków desperacko szukają pieniędzy na wyścigi i łudzenie się. Ich oczy rozszerzają się i zaczynają rozmawiać. Rzekomo najwyżsi menedżerowie chwalą się stratosferycznymi firmami, ważnymi powiązaniami i znakomitymi inwestycjami. Robią wszystko doskonale, mają nawet witryny firm-widm. To wszystko wydaje się prawdą. Umawiają się na spotkanie w dużym obcym mieście, w którym pojawia się pułapka. Udają, że zepsuł im się samochód i proszą o kontakt w odludnych miejscach. Albo domniemani najwyżsi menedżerowie wysyłają własnego kierowcę. Pechowy dyżurny zostaje wtedy okradziony z mienia, a potem nie ma nawet odwagi tego powiedzieć czy zgłosić, żeby nie zgłupieć.

Sponsorzy, którzy obiecują i nie dotrzymują

Jeśli zdarzają się napady rabunkowe, ale nie są one zbyt częste, niedotrzymanie obietnic jest prawie normalne. Przedsiębiorca „taki a taki” proponuje ważną sumę i być może nawet podpisuje umowę na tę sumę, ale potem kryzys gospodarczy, wojna, pandemia, dziwne niebiańskie zbiegi okoliczności… A po pierwszej racie nie dłużej daje grosz. Rzeczywiście, czasami nie płaci nawet pierwszej transzy. W międzyczasie naiwny kierowca zobowiązał się do pracy w zespole walczącym o mistrzostwo i nie był w stanie więcej wnieść wkładu, więc znalazł się w tarapatach. Oczywiście zdarza się to również kierownikom zespołów, którzy muszą opuszczać wyścigi lub, co gorsza, nie płacić mechanikom i dostawcom. Są tacy, którzy się zrujnowali, tacy, którzy sprzedali swoje domy, a nawet tacy, którzy odebrali sobie życie z powodu długów. Oczywiście, jeśli masz podpisaną umowę ze sponsorem, możesz podjąć kroki prawne, ale często tego nie robisz: długie i kosztowne procesy sądowe.

Menedżerowie papieru

Słowa, słowa, słowa… Są tacy, którzy na swoich profilach społecznościowych, zwłaszcza na Linkedin, chwalą się niemożliwymi, ważnymi współpracami, podczas gdy w rzeczywistości zrobili niewiele lub nic. Na przykład to tak, jakby chłopak z myjni samochodowej, który czyścił szyby w Ferrari, powiedział, że pracuje w dziale wyścigów Maranello. Są tacy, którzy to robią. Jest bardzo niewielu poważnych menedżerów, większość sprzedaje słowa i obietnice, próbując zebrać kilka euro za pomocą płatnych konsultacji lub niepoważnych operacji komercyjnych.

ja naśladowca

Jeśli jeździec ma wielu zwolenników, sponsorów znajduje z zamkniętymi oczami. Prawdziwe? Ni. To fałszywy mit. Z pewnością popularność w mediach społecznościowych pomaga. Dziś nie wystarczy dodać gazu, a widoczność to podstawa. Ale polubienia w sieciach społecznościowych, obserwujący i wyświetlenia to za mało. Trzeba ciężko pracować w public relations i mieć odpowiednią sieć znajomych, inaczej sponsorów nie da się znaleźć. Są tacy, którzy wydają na profesjonalnych menedżerów mediów społecznościowych i najlepszych twórców wideo, ale nie jest to konieczne. Same polubienia są jak pieniądze w Monopoly: prosta gra.