Celuj w księżyc, pechowo będziesz chodził wśród gwiazd, cytuję aforyzm. A Vittorio Iannuzzo ścigał się wśród gwiazd Mistrzostw Świata Superbike z Team Alstare. Vittorio, podobnie jak Luca Scassa, pozostał w sercach ludzi.
Urodzony w Avellino w 1982 roku, posuwał się naprzód i od razu, prawie przez przypadek, osiągnął szczyt.
“Mój ojciec był pilotem – mówi Vittorio Iannuzzo – Zaczynałem od gokartów iw wieku 14 lat zadebiutowałem na motocyklu w 125. Tak naprawdę na początku nie miałem żadnych ekscytujących wyników, bo nie radziłem sobie z małymi motocyklami. W 1997 roku, w połowie sezonu, mój ojciec miał wziąć udział w wyścigu Yamaha Thundercat Trophy w Misano. Miał rowery, płatne członkostwo i wszystko. Ale on złamał rękę i nie mógł startować, więc ścigałem się zamiast niego. Miałem zaledwie 15 lat i stanąłem na trzecim stopniu podium. Od tego wszystko się zaczęło, moja kariera zaczęła się tego dnia”.
Czy w następnym roku zadebiutowałeś w Mistrzostwach Świata Supersport startując w wyścigu Misano?
“Tak, zostałem wezwany przez Yamahę Belgarda, która wzięła mnie pod swoje skrzydła, a następnie wylądowałem z Vannim Lorenzinim w Team Italia. Czułem się bardzo dobrze, miałem kilka dobrych wyścigów zarówno w Supersport World Championship, jak i w CIV, gdzie byłem bliski zdobycia tytułu mistrza Włoch”.
Po Yamaha, punkt zwrotny w przypadku Suzuki?
“W 2001 roku zostałem zatrudniony przez Suzuki Italia. Fabrizio Pirovano był moim kolegą z drużyny, mentorem, menadżerem: był dla mnie wszystkim i zawsze będzie w moim sercu. Zdecydował, że powinienem podejść do sprawy poważnie i przenieść się do Brianzy. Jak tylko opuściłem Avellino, zamieszkałem w jego domu, spałem w pokoju, który później miał być pokojem jego córek. Suzuki Alstare był naprawdę na szczycie, a sezon 2002 był triumfalny. Wygrałem European Stock 1000 pomimo faktury kości udowej i obojczyka. Fantastyczny”.
Awansowałeś już w Superbike?
“W 2003 roku ścigałem się w Mistrzostwach Świata z różnymi Lavillami, w następnym roku walczyłem więcej, ale to były wspaniałe lata. Potem decydujący błąd. W 2005 przeszedłem na MV. W Suzuki miałem wszystko: najlepszy zespół, w którym każdy chciałby się ścigać, ale ja się zmieniłem. Zrobiłem wiele bzdur”.
Dlaczego zostawiłeś to Suzuki Alstare?
„Przyznaję się, zrobiłem to dla pieniędzy. Herb MV też mnie przyciągnął ale wybór był głównie natury ekonomicznej bo płacili mi więcej. W dniu, w którym poszedłem podpisać kontrakt z MV, Batta zadzwonił do mnie, błagając, żebym tego nie robił, bo popełniam błąd. Znalazł sposób, by mnie zatrzymać, ale go nie posłuchałem: podążałem za swoją dumą i stałem na swoim miejscu. Gdybym go posłuchał, moja kariera potoczyłaby się inaczej i dużo ścigałbym się w Mistrzostwach Świata Superbike. W każdym razie miałem pewną satysfakcję z MV, po tylu latach sprowadziłem tę historyczną rzecz z powrotem na podium, nie poszło mi źle, ale wysiadłem z właściwego pociągu”.
Czy spadek zaczął się po MV?
“Zrobiłem odwrotnie niż pozostali kolarze, od razu byłem na szczycie, miałem wszystko, ale potem musiałem gonić. W następnych latach ścigałem się z mniejszymi zespołami, z niewielkim budżetem i starałem się przetrwać w Superbike, w międzyczasie pojawiali się inni kolarze i zawsze ryzykowałem, że zostanę zapomniany”.
Czy jedyne, czego żałujesz, to odejście od Suzuki?
„Bardzo mi przykro, że nigdy nie zdobyłem włoskiego tytułu. Byłem blisko tego 3 razy, ale z tego czy innego powodu nie udało mi się go pokonać. Kiedy grałem przeciwko Norino Brignoli, straciłem go w wypadku na ostatnim okrążeniu. Cóż, brakuje mi trochę trójkolorowego tytułu”.
Czy potem przeszedłeś na BSB?
“Od 2014 roku ścigam się w mistrzostwach Anglii i Niemiec i były to wspaniałe doświadczenia. Mógłbym kontynuować, gdybym chciał, ponieważ zawsze zachowywałem się dobrze w stosunku do wszystkich, a zespoły mi ufały. Jednak w pewnym momencie poczułem się wyczerpany, bieganie stało się prawie ciężarem i przestałem. Jestem bardzo zadowolony z tego, co zrobiłem i zrobiłbym to jeszcze trzysta razy. Ale w życiu jest coś jeszcze, co być może jest ważniejsze niż jazda na motocyklu”.
Co teraz robisz?
“Czuję się teraz bardziej motocyklistą niż kiedyś, ponieważ uczę w szkole jeździeckiej Pedersoli, jestem testerem, jeżdżę na torze i na rowerze enduro z przyjaciółmi. Mam też prawo jazdy na motocyklu po ulicy i mam nadzieję na kilka wycieczek. Dojeżdżam do pracy między Bratysławą, gdzie pracuję w sektorze motoryzacyjnym, a Brescią, gdzie mam rodzinę z dwiema dziewczynkami i chłopcem. Mój syn jest jeszcze bardzo młody, ale chciałbym, żeby pasjonował się motocyklami, dzielił z nim moją pasję i kto wie, czy w przyszłości może być Iannuzzo 2.0, silniejszy ode mnie”.
