Pilot, tata i żartowniś w rodzinnym biznesie. Lorenzo Zanetti jest nowym liderem włoskich mistrzostw Superbike, ale nie myśli tylko o motocyklach, wręcz przeciwnie. Ma wiele zobowiązań. W przeciwieństwie do wielu jego kolegów, którzy skupiają się wyłącznie na karierze kierowcy, Zanetti zajmował się w ostatnich latach także innymi rzeczami. Ale kiedy rusza na tor, jest bardzo szybki i niezwykle spójny z Ducati zespołu Broncos Luca Confortiego. W ostatnią niedzielę wrócił do domu z Vallelunga z przewagą skradzioną Michele Pirro, który rozbił się na ostatnim okrążeniu. I pomyśleć, że Zanetti nie ścigał się na rzymskim torze od czterech lat.
„Ostatnim razem, gdy pojechałem na zawody w Vallelunga, było to z V2 – Lorenzo Zanetti mówi Corsedimoto – to był pierwszy raz na tym torze na oponach Dunlop, które są dla mnie stosunkowo nowe: w zeszłym roku doznałem kontuzji od razu na początku sezonu i wróciłem na koniec, więc nie ścigałem się zbyt wiele . Nie byłem pewien, czego się spodziewać. Udało mi się przejechać dwa bardzo pozytywne wyścigi, potem również dzięki pomyłce Pirro wskoczyłem na prowadzenie w mistrzostwach”.
Czy spójność działania jest Twoją mocną stroną?
„W drugiej fazie mojej kariery regularność zawsze była moją cechą. Zwykle płaci więcej w długich ligach, ale w tym roku się opłaca. Jeśli weźmiemy pod uwagę także Imola 2022, to w siedmiu kolejnych wyścigach stawałem na podium. Myślę, że spójność może działać na naszą korzyść, podobnie jak ciągłość, fakt, że ściga się od lat z tym samym zespołem”.
Zespół Broncos jest punktem odniesienia na poziomie krajowym.
„Czuję się naprawdę dobrze, jesteśmy zgraną grupą, świetnie czuję się z Lucą Confortim i wszystkimi technikami. W Vallelunga nie mieliśmy żadnych referencji, wiele razy przewracaliśmy motocykl, bo nie byliśmy zadowoleni. Chłopcy pracowali każdej nocy do późnych godzin nocnych i cieszę się, że odwdzięczyłem się dobrymi wynikami i pierwszym miejscem w tabeli. Był z nami również technik YSS, to młoda rzeczywistość z bardzo profesjonalnym i doświadczonym personelem, który wspiera nas na maksa”.
Mistrzostwa zostały ponownie otwarte w Vallelunga. Co będzie kluczem?
„Teraz zaczynamy od zera. Kolejne dwie rundy odbywają się na torach, na których ścigaliśmy się już w tym roku, potem jedziemy do Imoli. Moim celem jest grać do ostatniej minuty, a potem wszystko może się zdarzyć na torze Santerno, ponieważ to tor, na który nigdy się nie chodzi i na którym generalnie czuję się dobrze.
Przede wszystkim Michele Pirro i ja będziemy walczyć o mistrzostwo, ponieważ mamy dobrą przewagę, ale musimy też mieć oko na Lucę Bernardiego. Aprilie mają ogromny potencjał, który był już widoczny we wszystkich wyścigach. Inni będą mogli wtedy włączyć się do walki o czołowe lokaty w poszczególnych wyścigach i to jest dla mnie dobre. Wierzę, że Vitali i Delbianco również będą w stanie wyprzedzić”.
Byłeś już w pracy w poniedziałek?
„W niedzielę załadowałem swoją furgonetkę, aw poniedziałek rano byłem już na wózku widłowym. Moja rodzina ma małą firmę zajmującą się obróbką aluminium. Jestem trochę żartownisiem: wysyłam wózek widłowy, zajmuję się konserwacją systemów, a czasem nawet analizami chemicznymi”.
Jak wygląda twój typowy dzień?
„Wstaję o 6 i pracuję w rodzinnej firmie od 7 do 15 lub 16: pracuję przez całą dobę. Potem biorę rower, który mam w szopie i idę na trening. Osiemdziesiąt procent moich treningów odbywa się na rowerze. Potem wracam do domu, do rodziny i jestem tatą. Jemy obiad, bawię się trochę z dziećmi, opowiadam im bajki i często jestem tak zmęczony, że zasypiam przed nimi”.
Agencja Fotograficzna Bonora
