Pod koniec testów w Walencji w listopadzie 2022 roku Marc Marquez dał jasno do zrozumienia, że RC213V musi zrobić nie jeden, ale co najmniej dwa kroki naprzód. Pod koniec przedsezonu MotoGP ’23 wydaje się jasne, że Mistrzostwa Świata u drzwi z pewnością nie będą spacerkiem po parku dla zespołu Repsol Honda i mogą zamienić się w ciągłe testowanie aktualizacji, aby nadążyć za duchem czasu. Ducati jest z innej planety, Aprilia idzie w jego ślady, Yamaha błyszczy z Fabio Quartararo pomimo pewnej niepewności. A KTM może wkrótce znaleźć odpowiednie miejsce, aby znaleźć drogę na podium.
Sezon MotoGP pod górę
W tej chwili marka Golden Wing nie była w stanie spełnić żądań Marca Marqueza. Po teście w Portimao było widać, że płyniemy z wodą w gardle, do tego stopnia, że poprosiliśmy Kalexa o pomoc w zbudowaniu nowej ramy. Wrażenia są z pewnością lepsze na RC-V, ale konkurencja toczy się z dwukrotnie większą prędkością. W nowym formacie nie powinno być dla Marca żadnych wielkich wieści: na ostatnim okrążeniu GP Ducati Desmosedici pozostaje najsilniejszy, zarówno pod względem technicznym, jak i numerycznym. “Do tego jeszcze daleko, przede wszystkim ośmiu najszybszych Ducati. Zwłaszcza Pecco [Bagnaia], jest najszybszy. Aprilie też mają się bardzo dobrze. Weekend wyścigowy będzie trudny, ale postaramy się go jak najlepiej wykorzystać„.
W tych okolicznościach kolarz z Cervery nie widzi szans na podium. Spodziewana jest pod górę pierwsza część mistrzostw MotoGP, druga połowa jest owiana wątpliwościami. “W pierwszym wyścigu nie mogę celować w zwycięstwo, a może nawet w podium“, powiedział do mikrofonów Dazn. “W tej chwili jest siedmiu lub ośmiu kolarzy szybszych od nas„. Marc Marquez z pewnością nie traci pewności siebie i ambicji, z dnia na dzień może pojawić się odpowiedni element, aby zrobić krok, który pozwoli mu odzyskać to magiczne uczucie z motocyklem. “Nigdy nie tracę optymizmu, musi być u szczytu. Zobaczymy w trakcie sezonu, ale nie możemy wyjechać pokonani. Jeśli nie, mamy zły początek„.
Przyszły biznes Marca Marqueza
Nowe życie w stolicy z pewnością zmieniło nieco jego sposób myślenia, pracy i inwestowania. W niedawnym wywiadzie dla gazety „El Mundo” ośmiokrotny mistrz świata przyznaje, że jego przeprowadzka do Madrytu podyktowana była nie tylko potrzebą zbliżenia się do personelu medycznego, który opiekuje się jego ramieniem. Podobno są też powody biznesowe. Kilka miesięcy po zmianie miejsca zamieszkania ogłosił rozstanie ze swoim menadżerem Emilio Alzamorą, by związać się z Jaime Martinezem. Wspólnie stworzyli „Vertical”, agencję zarządzającą, która na razie wymienia tylko dwóch braci Marquez: „Ale w przyszłości będzie rosnąć. Stworzyliśmy grupę kierowaną przez Jaime, najlepszą w każdej dziedzinie: komunikacji, marketingu…„wyjaśnił Marc Marquez. “Aby zaspokoić wszystkie potrzeby sportowca, tak aby był on skupiony wyłącznie na zawodach„.
Z pewnością transfer do Madrytu nie odbyłby się bez kontuzji, kamienia milowego w jego życiu prywatnym i zawodowym. Mistrz MotoGP potrzebował nowego chipa mentalnego, zmiany scenerii i perspektywy: „Pracowałem nad stroną mentalną. Dla mnie środowisko ma fundamentalne znaczenie, bardzo mi pomogło“, dodał zawodnik Repsol Honda. “Szukałem rozwiązań, motywacji, zmian… Zmiany, których dokonałem od czasu przybycia do Madrytu, zmiana trenera, wszystko ma swój powód„.
