W ubiegłym roku Fabio Di Giannantonio przez prawie cały sezon MotoGP pozostawał w ukryciu, a następnie w Katarze odniósł swoje pierwsze zwycięstwo z Ducati. Wielu spodziewało się, że będzie mógł powtórzyć wspaniały występ także podczas pierwszego Grand Prix 2024 rozgrywanego na tym samym torze, autora wspaniałego finału Mistrzostw Świata w 2023 roku. Kapitoliński kierowca ekipy VR46 musiał jednak zadowolić się siódmą pozycją: nie udało mu się powtórzyć zwycięstwa na torze Losail, ale potwierdził, że słusznie znalazł się w padoku najwyższej klasy.
Uderzenie w Sprint
Zaledwie kilka tygodni pozostało do zakończenia mistrzostw w 2023 roku Di Giannantonio wciąż był bez kontraktu, ryzykując spadek do Moto2 lub przeniesienie się na zawsze do WorldSBK. Zamiast tego udało mu się zapewnić sobie roczny kontrakt z zespołem satelitarnym Valentino Rossiego, kontynuując karierę w Ducati Desmosedici GP. Siódme miejsce może nie wydawać się zbyt satysfakcjonujące dla Fabio, ale Losail wcale nie był łatwym weekendem. W okresie przygotowawczym MotoGP był szybki i zakwalifikował się na siódmym miejscu na starcie, 58 tysięcznych za GP23 Marca Marqueza.
Jego sprinterski wyścig zakończył się w przerażający sposób, gdy na trzecim okrążeniu wykonał highside, lądując ciężko na lewej stopie i prawie został przejechany przez jadących za nim kolarzy. „Na szczęście wszyscy mnie widzieli”, powiedział Fabio di Giannantonio na zakończenie GP Kataru. „Rower pojechał prosto [contro la barriera]. Nie powiem, ile kosztowała ekipę naprawa!„. Załoga VR46 pracowała do późna w nocy, aby przywrócić swoje Ducati na tor przed niedzielną Grand Prix, podczas której kulejąca „Diggia” wspięła się na szóste miejsce na pierwszym okrążeniu. W porównaniu do swojego kolegi z drużyny Marco Bezzecchiego, który miał duże trudności i na mecie był dopiero 14. „Chcę bardzo podziękować zespołowi, wykonali niesamowitą robotę, odbudowując motocykl od zera„.
Diggia wraca do domu z uśmiechem
W ciągu 21 okrążeń wyścigu dotarł do ósmej pozycji, zanim wyprzedził utalentowanego debiutanta MotoGP, Pedro Acostę, który tracił siły na koniec. „To nie był dla nas łatwy weekend. Mieliśmy prędkość, ale był to trochę rollercoaster„, pomyślał rzymski pilot. „Podczas wyścigu miałem pewne problemy z hamulcami. Próbowałem zrozumieć, jak mocno hamuję, co wywołało efekt kuli śnieżnej w postaci zużycia przedniej opony, którą dość wcześnie zniszczyłem. Jeśli jednak po trudnym wyścigu zajmiemy siódmą pozycję, myślę, że powinniśmy być szczęśliwi, ponieważ oznacza to, że jesteśmy silni i mamy w tym roku wielki potencjał. To dopiero mój pierwszy wyścig z tym zespołem. Z wielkim uśmiechem wracamy do domu…„.
Jonathan Rea, oficjalna biografia dostępna na Amazon
Zdjęcie: VR46