Sezon Jorge Martina nie zakończył się dobrze. Po wycofaniu się z wyścigu i pożegnaniu się z szansami na zostanie mistrzem MotoGP, w dniu testów w Walencji miał także wypadek. Był bohaterem dwóch katastrof. Z pewnością potrzebuje więcej kilometrów, aby lepiej poznać nowe Ducati Desmosedici GP24, ale będzie musiał poczekać do 2024 roku, aby móc ponownie na nim jeździć. Teraz trochę zasłużonego urlopu po bardzo wymagających pod każdym względem miesiącach.
MotoGP, test w Walencji: Martin nie posuwa się za daleko
Zawodnik zespołu Prima Pramac Racing nie może być dzisiaj zbyt szczęśliwy: „To był skomplikowany dzień – przyznał w Sky Sport MotoGP – i to jest prawda. Zacząłem z wielkim pragnieniem i Trochę za mocno naciskałem na średnią, co nie było odpowiednią oponą na tamten moment. Było trochę zimno i upadłem. Potem, kiedy odebrałem nowy rower, znowu upadłem i nie wiemy dlaczego, wygląda na to, że tył się zaciął„.
Coś nie zadziałało w Ducati Desmosedici GP24, choć nie ma już powodu do niepokoju: „Miałem pewne problemy z nowym pakietem – wyjaśnia – i nie wiem, co się stało. Nie było mi łatwo zrozumieć różnice między tymi dwoma rowerami. Za dużo słyszałem, myślę, że coś jest nie tak. Trochę dziwny dzień„.
Pojawiły się pewne oczekiwania co do nowego silnika i Martin był całkiem usatysfakcjonowany: „Podobało mi się to, że było więcej mocy. Na prostej czułem, że motocykl jedzie więcej, to zawsze miłe. Wykonali dobrą robotę. Muszę jednak zrozumieć, jak to jest, zwłaszcza na zakrętach, a nie tylko na prostej. Wygląda na to, że motocykl nie działał dobrze, nie wiem, czy elektronika, nie wiem, czy silnik… W sumie coś było nie tak. Mam nadzieję, że wszystko lepiej zrozumiem w Sepang„.
Zdjęcie: MotoGP