MotoGP: Marc Marquez, ostatnie emocje z Hondą „Jutro spróbuję jeszcze raz”

W oczach Marca Marqueza widać było wszystkie emocje, jakie może przynieść ważny wynik na zakończenie trudnego rozdziału. Wielokrotny mistrz MotoGP żegna się teraz z Hondą, ale w wyścigu Sprint dostrzegł wielką szansę i próbował, udało mu się konkurować z Binderem, Vinalesem, a także Martinem. „Obrót” kombinezonu zawodnika Pramaca również świadczy o dużym ryzyku między nimi. Marquez wyraźnie przyznał, że mimo wszystko się nie wycofał. To zawsze on sprowadza Hondę na podium (jedynym wyjątkiem jest zwycięstwo Rinsa w Austin), naprawdę będzie go brakowało drużynie Golden Wing w przyszłym roku…

Marquez się poruszył

„Próbowałem dać z siebie wszystko, kilka razy ryzykowałem upadek. Ale wiesz, jaki jestem: nie będzie łatwo, ale jutro spróbuję jeszcze raz!” Marc Marquez wyraził się w ten sposób „w ferworze chwili” zaraz po zakończeniu sprintu MotoGP. Nie tylko: „Chcę podziękować temu fantastycznemu zespołowi”. Ostatnie zdanie, które padło łamiącym się głosem: Marquez rzeczywiście nie mógł powstrzymać wzruszeń i łez, dzisiejszy wyścig był ważnym wynikiem. Czy naprawdę będzie mógł jutro powtórzyć swój wynik? Oczywiście, że by mu się to podobało, ale jednocześnie twardo stąpa po ziemi. „To najlepszy sposób na pożegnanie z zespołem: to sprint, ale już zapewniłem im podium” Jak donosili koledzy z Motosan, Marquez dodał później. „Jutro zobaczymy, bądźmy realistami: zacznę od 9. pozycji, powiedziałbym, że będę w pierwszej piątce, a potem zobaczymy, co da się zrobić”.

Marquez, co za ryzyko w przypadku Martina

Hiszpański kolarz nie chce przesadzić, ale już dziś dał z siebie więcej, niż mógł. Nie po raz pierwszy jeździ Hondą RC-V, ale tym razem ma dodatkową motywację. Natychmiast wszedł na górne obszary i również istniało duże ryzyko „światowe”, biorąc pod uwagę, że był to Jorge Martin! Ale „poczuł krew” i nie ustąpił. „Martin bronił się bardzo dobrze, zamknąłem przepustnicę, ale kontynuowałem jazdę dzięki bezwładności. Na szczęście był to tylko jeden kontakt. Gdybym przyjechał z normalną prędkością, jeden z dwóch by upadł”. Chorąży Pramaca, który kolejny dzień podtrzymał walkę o mistrzostwo świata z Bagnaią, również naśmiewał się z tego w momencie stania na podium, niemal dumnie pokazując wyraźnie widoczny czarny znak na swoim kombinezonie.

„Trudno wszystkich zostawić”

Wiele osób uważa, że ​​był to prosty i logiczny wybór ze strony kolarza z Cervery, który opuszcza niekonkurencyjny już RC-V, aby ponownie wystrzelić rakietę Ducati. Rzeczywistość jest zupełnie inna, dla Marca Marqueza nie jest to łatwe. „W weekend wszystko toczy się normalnie, całkiem dobrze się kontroluję. Ale kiedy zobaczyłem siebie na podium Sprintu i spojrzałem na wszystkie twarze… Nie mogłem powstrzymać łez. – przyznał Marquez. „Teraz muszę już tylko myśleć o dalszej pracy, jest czas na uściski i pozdrowienia”. Ale te myśli nieuchronnie tam są. „Trudno opuścić wszystkich, szczególnie Włochów i Hiszpanów, ale także japońską drużynę, nawet jeśli pojawiło się kilka nowych twarzy”. Jutro odbędzie się prawdziwy, ostatni taniec, uważajcie na Marca Marqueza wśród możliwych bohaterów.

Zdjęcie: Obrazy HRC