Pięciokrotny mistrz świata Jorge Lorenzo wybrał drogę czterech kółek, podobnie jak jego historyczny rywal Valentino Rossi. Były zawodnik MotoGP, który brał udział w tegorocznych zawodach Porsche Cup, był gościem programu Mary’s Place prowadzonego przez Marię Arreghini, aby opowiedzieć o swojej chwalebnej przeszłości.
Zadebiutował na motocyklu dzięki ojcu
Karierę podjął już od najmłodszych lat, za sprawą ojca Chicho, który od jakiegoś czasu pielęgnował w sobie pasję do dwóch kółek. „Kiedy miałem dwa lata, jeździłem już na motocyklu, a mój ojciec był mechanikiem. Dlatego sensowne było dla mnie wsiąść na motocykl. W wieku trzech lat wystartowałem w swoim pierwszym wyścigu bez licencji. Potem, w wieku pięciu lat, zacząłem regularnie biegać. Dziś zawdzięczam mu nie tylko to, że wsiadłem na motocykl, ale także wartości, które mi przekazał”, mówi Jorge Lorenzo. „Mój ojciec był bardzo twardy, niczym sierżant. Zawsze mnie karcił i mówił różne rzeczy, żebym poczuła się lepiej. Dzięki temu zawsze byłam bardzo perfekcjonistką i zdyscyplinowana. Pewnie nie był najkochańszym ojcem, ale zawodowo był bardzo poprawny„.
Ryzyko i wypadki
Pięciokrotny mistrz świata miał kilka wypadków, które jednak nie przeszkodziły mu w zostaniu Legendą MotoGP. Do 2019 roku, kiedy wolał pożegnać się z MotoGP po różnych kraksach, również spowodowanych przez Hondę, która nie oferowała mu tego, czego chciał z technicznego punktu widzenia. „Dla nas jazda 300 km/h jest rzeczą naturalną, uczymy się tego od najmłodszych lat. Jednak z biegiem czasu dowiadujesz się, że może to być niebezpieczne. Złamałem lewy obojczyk 7-8 razy. Czas pokazuje, że jest to coś, co może Ci zaszkodzić, dlatego nie sposób tego nie szanować– kontynuuje Majorka.
W całej swojej karierze pamięta trzy bardzo delikatne epizody, w których podjął duże ryzyko. „Niestety widziałem śmierć motocyklistów, to coś, co może się zdarzyć. Trzy razy naprawdę się przestraszyłem, po raz pierwszy w 2008 roku, kiedy wzniosłem się na wysokość 3-4 metrów i złamałem obie kostki. Potem w innym wypadku uderzyłem się w głowę tak mocno, że straciłem przytomność i po trzech, czterech dniach nadal nie pamiętam, jak to się stało. Potem w Holandii 2019 złamałem dwa kręgi i to całkowicie zmieniło moją mentalność. W ciągu sekundy od pragnienia ponownego zostania mistrzem świata zmieniłem się w chęć cieszenia się życiem„.
Rywalizacja z Valentino Rossim
Przez wiele lat Jorge Lorenzo dzielił garaż z Valentino Rossim, oddając część swoich najlepszych lat japońskiej marce. Mimo że byli kolegami z drużyny, zawsze istniała między nimi wielka rywalizacja. Ich wyzwania zachwyciły i przykleiły miliony fanów do telewizora. „Kiedy zaczynałem w Yamasze, Valentino Rossi był u szczytu swojej kariery i nie chcieli u jego boku młodego zawodnika. Zrobił wszystko, co mógł, aby mi przeszkodzić, tworząc przeszkody i wyzwania… Walczyliśmy i znów się pogodziliśmy… Byliśmy w pewnym sensie bardzo ognistymi kochankami. Ale dla mnie był też przeciwnikiem, z którym bawiłem się najlepiej. Podoba mi się, Vale reprezentował nasz związek prawie jak związek małżeński„.
Z biegiem czasu ich relacje uległy poprawie, Jorge był także gościem na Ranczu Tavullia i dziś jest tam dobra krew. „Relacje całkowicie się zmieniły. Teraz się dogadujemy i mamy serdeczne relacje. Dla mnie to wielki mistrz, bardzo inteligentna osoba z wielką charyzmą… Pod względem liczb nie prześcignąłem Valentino, ale gdyby nie moja zwycięska mentalność, nigdy nie byłbym w stanie dotrzymać mu kroku. jego„.
Wspaniała biografia Jonathana Rei: „In Testa” dostępna na Amazon
Zdjęcie: Instagram @jorgelorenzo