Obiecał to po Sprincie, ale niektórzy w to wątpili. Z kolei Brad Binder wyraźnie pokazał to na torze: chciał zwycięstwa i naprawdę dał z siebie wszystko, aby je zdobyć. W MotoGP napędzanym Ducati staje się jedynym zawodnikiem spoza włoskiej marki, który coraz bardziej osłabia chłopaków w czerwieni. Ale nigdy tak jak podczas GP w Buriram, w zapierającej dech w piersiach walce z Martinem i Bagnaią, która naprawdę zapisze się w historii najwyższej klasy. Szkoda z powodu lekkiego ostatniego podania na greenie, błąd, który zauważył od razu, ale nie ma sobie za co winić. Nie brakuje komplementów pod adresem chorążego Pramaca, obiecując jednak, że to nie koniec wyzwania: chce zwycięstwa przed końcem sezonu i spróbuje ponownie, przede wszystkim w Malezji, za dwa tygodnie.
Brad Binder uwolniony
„Dziś rano obudziłem się z tylko jedną myślą: zwycięstwo lub porażka. Ale to nie zadziałało…” Brad Binder się uśmiecha, jednak doskonale zdaje sobie sprawę, że dokonał wyścigu, który w pewnym sensie przypomina wyczyn. Ducatis stał się teraz punktem odniesienia w swojej kategorii, trudnym do pokonania, a żaden inny motocykl nie jest w stanie konsekwentnie dotrzymać mu kroku. Oprócz KTM-a z numerem 33… Binder pokazał już, że jest „zwierzęciem wyścigowym”, ale tym razem południowoafrykański zawodnik poszedł znacznie dalej. Kto wie, może nawet pobudzony zwycięstwem Springboks, instytucji z Republiki Południowej Afryki, która wczoraj zatriumfowała w Pucharze Świata w Rugby. „To był wspaniały wyścig, walczyłem od początku do końca” powiedział motogp.com. Nie zapominając o zarządzaniu oponami. „Przez kilka ostatnich okrążeń starałem się utrzymać tył, ale na dwa okrążenia przed końcem nie zostało mi już nic”. Nie poddał się jednak i walka trwała aż do mety. Binder miał na celowniku Martina, chciał wygrać i starał się ze wszystkich sił.
O krok od zwycięstwa
Jednak tuż na ostatnim okrążeniu doszło do odcinka, który doprowadził do sankcji. „Zamknęła się lekko, kiedy uderzyłem w dziurę, i okazało się, że jestem o około metr szerszy”. To wyjaśnia, dlaczego chorąży KTM nie był w stanie utrzymać się przy krawężniku: jest to niewielkie przejście na greenie, ale wystarczające do uruchomienia czujników. Binder natychmiast to zauważył, ale nie jest mu zbyt przykro. „Trzecie miejsce jest zawsze lepsze niż upadek” – skomentował ze śmiechem. „Zespół wykonał naprawdę świetną robotę, mam nadzieję, że wkrótce odniosę kolejne zwycięstwo!” Cóż, jedyne, czego żałuję, to właśnie tego: „Chciałem dzisiaj wygrać bardziej niż cokolwiek innego, ale nie tak miało być”. Na koniec mogę tylko pogratulować zwycięzcy Jorge Martinowi. „Bardzo dobrze się bronił i pomimo uszkodzonych opon był także bardzo szybki w końcówce” – podkreślił. „Ale jestem gotowy sprawić mu więcej kłopotów w następnym GP!”
Zdjęcie: motogp.com