MotoGP, zespół VR46 świętuje Mariniego, Bezzecchiego i… Pertaminę

Bardzo pozytywny wyścig sprinterski dla zespołu Mooney VR46 Racing, w wyniku którego na podium stanęli zarówno Luca Marini, jak i Marco Bezzecchi. Obaj piloci przybyli do Indonezji posiniaczeni i ze złamanymi obojczykami. Naprawdę bardzo dobrze, nawet jeśli obecnie nie jest znana sprawność fizyczna w długim wyścigu.

Tak dobry wynik nastąpił w dniu, w którym zespół Valentino Rossiego sformalizował trzyletnią umowę z indonezyjską firmą PT Pertamina Lubricants, która od 2024 roku będzie nowym partnerem tytularnym. Od przyszłego roku będzie się nazywał Pertamina Enduro VR46 Racing Team. Bardzo ważne partnerstwo.

MotoGP Indonezji, Marini zadowolony z drugiego miejsca

Alessio „Uccio” Salucci powiedział na koniec wyścigu, że dzisiejszy dzień był prawdopodobnie najlepszym dniem dla zespołu VR46. Oczywiście Marini, któremu również udało się zdobyć pole position, nie brakuje entuzjazmu: „To było naprawdę trudne – powiedział Sky Sport MotoGP – i problem w Q2 przy zmianie kierunku 7-8. Usłyszałem trzask, zraniłem się i po kwalifikacjach i rozmowach kwalifikacyjnych spędziłem czas na fizjoterapii, szukając rozwiązania. Wczoraj nie byłem taki zły, ale po tym okrążeniu byłem. Udało mi się ograniczyć obrażenia, ale ból był tak silny, że nie czułam gorąca. Bolały mnie wszystkie lewe zakręty, a motocykl ruszył nawet na przedostatnim okrążeniu. Szkoda, dzisiaj motocykl spisał się dobrze i mogliśmy wygrać. Jednakże odczucia są doskonałe, ponieważ od testu w Misano zrobiliśmy duży krok naprzód i musimy być szybcy także w kolejnych wyścigach„.

Brat Valentino Rossiego jest przekonany, że mógł dzisiaj wygrać, był bardzo blisko Jorge Martina, a potem przez błąd stracił kontakt: „Tak, to było to. Widziałem, że trochę przegrywał i chciałem spróbować dzisiaj, bo jutro będzie trudno i będę miał inną strategię. Problem w tym, że tylna opona bardzo się nagrzewa, mocno naciskałem poza zakrętem 12, a kiedy wszedłem w zakręt 13, zaczęło się za mną. Na szczęście udało mi się to utrzymać, jestem zadowolony z reakcji, mogłem nawet upaść…„.

Luca opowiedział także o zmianie konkurencyjności pomiędzy wczoraj a dniem dzisiejszym, rozpoczynając atak na Michelin: „Tutaj przywieźli nowe opony z inną karkasem, a Michelin nie Bardzo dobrze wyjaśnia, jak powstają opony. Musimy być dobrzy w rozumieniu i analizowaniu, dzięki naszym inżynierom i Ducati. Nie udało mi się rozgrzać opon używanych na treningach, nikt nie wie dlaczego. Mówili, że wychodzenie robiłam powoli, ale to nieprawda, dałam z siebie wszystko. Nigdy nie udało mi się ich doprowadzić do odpowiedniej temperatury. Dziś wieczorem pracowaliśmy, zrozumieliśmy problem i sposób, w jaki powstają te nowe opony. Dziś rano przyjechałem na tor inaczej, zyskałem większą pewność siebie, a David dokonał zmiany, która okazała się skuteczna„.

Bezzecchi super, nawet w bólu

Bezzecchi przybył do Indonezji w piątek rano o 8:00, a pięć dni później operacja nabrała tempa. Dzisiejsze podium to coś, czego być może sobie nie wyobrażał: „Jestem naprawdę szczęśliwy, nigdy nie myślałem, że przyjadę tutaj w takich warunkach i wystartuję w tym wyścigu. Przez pierwsze sześć-siedmiu okrążeń czułem się naprawdę dobrze, potem być może wraz ze spadkiem adrenaliny zacząłem odczuwać ból, szczególnie przy hamowaniu. Dopóki nie byłem zbyt przywiązany do innych, jechałem szybko, kiedy dojechałem za Maverickiem, zacząłem się męczyć, bo trzeba jechać inaczej i trudniej się zatrzymać. Na ostatnim okrążeniu zacisnąłem zęby i udało mi się go wyprzedzić, jestem szczęśliwy„.

Mieszkaniec Rimini wyjaśnił, jak się czuje, jeżdżąc z kontuzją obojczyka: „Trochę boli przy hamowaniu i przy zmianie kierunku, gdy trzeba pchać. Mój problem polega na tym, że po operacji nadal mam sztywną szyję. Aby to zrekompensować, moje ciało zmusza mnie do używania mięśni, których zwykle używam mniej. Boli mnie plecy i klatka piersiowa. Jutro będzie bardzo ciężko, mam nadzieję przejechać wyścig na średnim, bo na miękkim motocykl się wkurza„.

Kierowca zespołu Mooney VR46 podziękował doktorowi Porcelliniemu i wszystkim osobom, które wspierały go po kontuzji. Następnie dodał: „Lekarz wykonał świetną robotę i był bardzo pozytywny. Ale w poniedziałek, kiedy spotkaliśmy się po powrocie do domu, odbyliśmy kilka prób i byłem naprawdę chory. Powiedział mi wtedy, że nie mogę tego zrobić, a potem we wtorek obudziłem się i było znacznie lepiej. Poszedłem na trening z innym duchem i zrozumiałem, że dam radę. Lekarz odwiedził mnie ponownie przed wyjazdem i był zaskoczony, wszyscy wykonali świetną robotę„.

Zdjęcie: Zespół wyścigowy VR46