Historie motocyklowe: Giorgio Lazzari, moje życie jako mechanik „Ile wyjątkowych chwil”

オートバイの物語: ジョルジオ・ラッツァーリ、整備士としての私の人生「特別な瞬間がいくつあるか」

Dla każdego jest to proste Giorgino. Giorgio Lazzari to jeden z historycznych mechaników CIV, ale przez długi czas pracował także w padoku World Superbike, w szczególności w Supersport i Superstock 600. Jako były mechanik Bimota, zawsze był blisko Stefano Morriego i podążał za nim przez wszystkie jego lata przygody: od wczesnych lat zespołu Bike Service Racing Team do dziś. Wśród zawodników, dla których przygotował rower, jest wiele znanych nazwisk, m.in. Toprak Razgatlioglu, dla którego był mechanikiem w czasie swojego pierwszego międzynarodowego zwycięstwa w 2015 roku.

Giorgio Lazzari był mechanikiem Franco Morbidelliego w Stock 600, Niccolò Canepy, Mattii Casadei, Luca Bernardi, Roberto Tamburiniego, Massimo Roccoli i wielu innych.

„Pracowałem w Bimocie przez 21 lat – Giorgio Lazzari mówi Corsedimoto – następnie zająłem się maszynami stolarskimi. Wieczorem natomiast przygotowałem rowery wyścigowe. Wśród różnych trofeów, CIV i Pucharu Świata, uczestniczyłem w padoku od 1993 do 2021 roku. Nadal robię coś ze Stefano Morrim, ale teraz w mniejszym stopniu i tylko w warsztacie. On i ja pracowaliśmy razem, zwłaszcza przy Bimotach, Apriliach, Yamahach R6, a ostatnio także przy R1. Teraz jestem na emeryturze. W przeszłości cały swój wolny czas poświęcałem zespołowi Morri: robiłem to z pasją i wcale nie czułem zmęczenia. To było coś, co bardzo mi się podobało, inaczej bym tego nie zrobił”.

Współpracowałeś z wieloma jeźdźcami. Kogo najbardziej pamiętasz?

„Andrea Antonelli to jeździec, który najbardziej utkwił mi w sercu, niestety zmarł: był bardzo przyziemny, bardzo dobry chłopak, z dużą dozą człowieczeństwa”.

Czy jest jakiś szczególny odcinek, którego nigdy nie zapomnisz?

„Byłoby tak wielu. Ja, Stefano Morri i Guido, który był drugim mechanikiem historycznym, który z nami pracował, przeżyliśmy niezapomniane przygody. Pierwszy epizod, który przychodzi mi na myśl, to zdobycie trofeum Yamaha R6 Cup Trophy z Massimo Roccoli w 2003 roku: wieczorem rozstawiliśmy motocykl z przyjaciółmi, praktycznie w małej chatce”.

Jak zmienił się padok CIV w ciągu ostatnich dwudziestu lat?

„Teraz wszyscy są profesjonalistami. Dawno, dawno temu wszystko było bardziej autentyczne i chowane na wolnym wybiegu. Mieliśmy vana, jeździliśmy po okolicy i dobrze się bawiliśmy. Teraz CIV bardziej przypomina mistrzostwa świata niż mistrzostwa Włoch”.

Ostatnio trochę się poddałeś. Tęsknisz za wyścigami?

„Pasja jest zawsze obecna i wyraźnie tęsknię za domem. Jeśli jednak powiedziałbym, że za nimi nie tęsknię, skłamałbym tylko wtedy, gdyby był tam Stefano Morri: zawsze z nim pracowałem i razem przeżyliśmy tak wyjątkowe chwile, że nawet nie potrafię ich opisać”.

Cóż za bajka, Marco Simoncelli! Ilustrowana historia „58” dostępna także w Amazon Books