Przyszłość Alexa Rinsa będzie związana z Yamahą, a w 2024 roku zrozumiemy, czy decyzja o dostaniu się do M1 zespołu fabrycznego Iwata była słuszna. Zanim pomyśli o nowym doświadczeniu, hiszpański kolarz musi wrócić do formy fizycznej i zakończyć sezon w zespole LCR Honda w najlepszy możliwy sposób. Niestety nie ma jeszcze terminu jego powrotu na tor. Kontuzjowany w Mugello nadal nie jest zdolny do ścigania się.
MotoGP Alex Rins opowiada o swoich cierpieniach
Rins był obecny na torze Red Bull Ring podczas niedawnego Grand Prix Austrii i wydał kilka zdań na temat swojej kondycji fizycznej: „Nie mam 100% mobilności – raporty Crash.net – a to z powodu złamań kości. Ale to, z czym walczę najbardziej, to nerwy w stopie. Połowa jest nadwrażliwa, a plecy jakby pozbawione czucia, ale gdy mocno dotknę palcem, czuję się jak porażenie prądem. To dobra wiadomość, oznacza to, że żyje i poprawia się z tygodnia na tydzień. Nie widzę poprawy z dnia na dzień, ale z tygodnia na tydzień„.
Alex złamał kość piszczelową i strzałkową po katastrofalnym upadku podczas sprinterskiego wyścigu w Mugello. Jest to rodzaj kontuzji, która wymaga czasu, zanim całkowicie się zagoi:Bardzo wycierpiałem przez te miesiące – Przyznał – i poczułem ogromny ból w stopie z powodu nerwów. Pierwsze kilka godzin po operacji było idealne, jednak już po 5 godzinach od razu zaczęły się u mnie skurcze stóp. To było straszne. Dzień po dniu lub tydzień po tygodniu zmniejszały się. Co 20 sekund odczuwałem ból i nie mogłem spać„.
Niepewność co do powrotu
Były kierowca Suzuki wciąż nie wie, kiedy będzie mógł wrócić do swojego RC213V: „Przed przyjazdem do Austrii – powiedział – Wsiadłem na rower, który mam w domu i nadal nie mogę przyjąć odpowiedniej pozycji. Poza tym mam nadwrażliwość stóp. W przyszłym tygodniu będzie miał prześwietlenie i zobaczymy, czy nastąpi jakakolwiek poprawa w zakresie konsolidacji kości. Chciałbym najpierw wsiąść na rower szosowy i zobaczyć jak idzie jazda, nie chcę wracać i ustawiać czasów Moto2„.
Rins wyjaśnił, że fakt, że ma kontrakt z Yamahą na rok 2024, nie sprawi, że będzie do tego podchodził zbyt spokojnie: „Nie należę do tych, którzy uważają, że ich przyszłość jest już określona i mogą w związku z tym wrócić do Walencji. Wrócę, gdy będę gotowy, gdy zdam egzaminy i lekarze stwierdzą, że jestem w dobrej formie. Nie ma sensu wracać, cierpieć, pogarszać sytuacji z nogami i kończyć na ostatnim miejscu„. Pozostaje tylko czekać.
Zdjęcie: Honda LCR
