Milena Koerner kierownik GP „Dużo się poddałam, ale bez roweru bym uciekła”

0
237
milena-koerner-fantic

Od wyścigów widzianych w telewizji po fundamentalne dziś role w świecie dwóch kółek. Milena Koerner zaczynała jako fanka, ale jej życie zmieniło się, gdy wyścigi MotoGP dotarły do ​​Niemiec, niedaleko jej domu. Pierwszy krok, który doprowadził ją do tego, że stała się fundamentalną postacią we wszystkich zespołach, w których pracowała. Z profesjonalizmem i właściwym „zimnem”, czasem stając się „Rotty”, zdrobnieniem od Rottermeier, despotycznej gospodyni z kreskówki „Heidi”. Ale nigdy w negatywny sposób. „Nawet jeźdźcy doceniają i rozumieją, czego potrzeba, aby się rozwijać” — zaznaczył Koerner. Jest teraz osią w Fantic, z wieloma projektami do rozwinięcia. Przy okazji targów EICMA mieliśmy okazję poznać jego historię, oto nasz wywiad.

Gdzie zaczyna się Twoja historia?

Zasadniczo z rodziny, która nie miała nic wspólnego z wyścigami. Mój ojciec, mój wujek i mój brat mieli motocykl tylko do jazdy po drogach, moja babcia jeździła na wózku bocznym w latach 50-tych i 60-tych. W pewnym momencie, kiedy byłem mały, tata zaczął mi kazać oglądać wyścigi i mówić mu, kto wygrywa, bo nie ma czasu. Potem zacząłem się im przyglądać, bo mi się podobały, aż w 1998 roku zorganizowali GP Niemiec MotoGP: tor Sachsenring znajdował się 20 km od mojego domu i pojechałem tam z dziadkami. W tamtym czasie, ze względu na strukturę toru, mechaników, kierowców, każdy musiał przejść przez obszar, do którego mogli przybyć również kibice. Miałem szczęście: zaprzyjaźniłem się z niektórymi ludźmi, jeździłem na inne wyścigi, a potem zacząłem pracować w hotelarstwie.

Pierwsze kroki na padoku.

Zabawne jest to, że jedną z pierwszych osób, dla których pracowałem, był Stefano Bedon, który przez te cztery czy pięć lat zrzucał na mnie coraz większą odpowiedzialność. Od zwykłej kelnerki po witanie gości na torze, potem dało mi to możliwość zajmowania się gośćmi nawet z domu, przygotowywania innych rzeczy, powolnego rozwoju. Następnie zostałem koordynatorem zespołu, więc byłem również odpowiedzialny za logistykę, komunikaty prasowe i wywiady z kolarzami. Poszedłem do Yamaha Tech3 w MotoGP od 2012 do 2016 roku, następnie od 2017 do 2021 byłem kierownikiem zespołu w Moto2 w Forward. Tylko jedna trasa w Mistrzostwach Świata. Potem może w wolnym czasie był zainteresowany pójściem na wyścig przełajowy lub coś innego, dla przyjaźni, ale na tym się skończyło. Kiedy jesteś poza domem przez 200 dni w roku, te kilka weekendów, które spędzasz w domu, niekoniecznie chcesz spędzić na innych torach, ale czasami tak się zdarzało.

Jednak zdecydowałeś się na zmianę na 2023 rok.

Chodziło o to, żeby zostać w domu trochę dłużej, zrobić coś bardziej normalnego, spokojniejszego. Ale w dniu, w którym wysłałem e-mail, aby zakończyć współpracę z tym zespołem, napisał do mnie Stefano. Powiedział mi, że w 2023 roku był projekt Moto2 z Fantic i że mnie potrzebuje, chce, żebym tam był. Mogliśmy o tym porozmawiać w przyszłym roku, ale potem powiedział mi, że potrzebuje pomocy jeszcze wcześniej. Od razu wyjaśniłem, że moja wiedza terenowa jest dość ograniczona, ale odpowiedzieli mi „Szybko się uczysz!” Poważnie, to był dla mnie rok wielkiego rozwoju: musiałem się wielu rzeczy nauczyć i wciąż się uczę, z bardzo dobrymi zespołami i wspaniałymi ludźmi. Atmosfera w firmie też jest bardzo stymulująca, naprawdę chce się pracować i miło jest czuć ten entuzjazm. Muszę powiedzieć, że już zaczynając startować w wyścigach crossowych i enduro, zakochałem się w tych dyscyplinach.

Więc nie „więcej siedzę w domu”.

Nie działało. Właściwie byłem w pobliżu nawet więcej niż wcześniej iw przyszłym roku, kiedy spojrzałem na kalendarz… Między marcem a listopadem są cztery weekendy bez enduro, motocrossu i MotoGP, a krajowe kalendarze jeszcze się nie ukazały. To męczące, ale bardzo piękne! W tej chwili firma rozwijała się bardzo szybko: na EICMA 2019 Fantic ogłosił swoje wejście do wyścigów, ale po dwóch-trzech latach z pewnością nie można być na tym samym poziomie co Honda, Yamaha, KTM. Istnieje wielka chęć do działania i doskonały potencjał, ale wciąż są rzeczy do odkrycia i nad tym właśnie pracujemy. Z ludźmi, z którymi czujesz, że pasja robi różnicę.

Co obecnie robisz?

Relacje z zespołami, zaopatrzenie w materiały, wybór dostawców, kontrakty… Wszystko, czym mam obecnie przyjemność się zajmować. Z 22 pasażerami, którzy mają Twój numer telefonu, więc nie jest to takie proste. Ale zawiera również szacunkową liczbę motocykli potrzebnych na przyszły rok. Albo są zespoły, które pytają, czy mogą ścigać się na materiale Fantic, więc jakie to projekty, na jakie mistrzostwa, czy jest wsparcie… Do tego wszystkiego doszedł jeszcze Dakar, kolejna zupełnie nowa rzecz dla mnie i że w tym roku pójdzie za nim. Wszystkie dyscypliny o różnej charakterystyce, trzeba trochę wsadzić nos, żeby je zrozumieć, biorąc pod uwagę również przepisy techniczne. Ale to naprawdę miłe.

Jaka jest rzecz, którą uważasz za najtrudniejszą do zarządzania?

Zasadniczo część biurokratyczna. Będąc firmą określonej wielkości, istnieją pewne struktury, praktyki, których należy przestrzegać… Ale także brak czasu, często wszystko się nakłada. Niedawno zdecydowaliśmy się na zmianę zawodnika Moto2: regulaminowo może testować do listopada, ale planowaliśmy powrót materiału i zespołu. Zamiast tego nie chcesz dać mu szansy na przystąpienie do testu przed końcem roku? Aby poznać zespół, zebrać dane z mechanikami, zrozumieć, co może się przydać… Podpisał kontrakt w piątek, zespół wyjechał w środę, kierowca był na torze w czwartek. Ale potrzebne są opony, grafika na skrzynię, motocykl i kombinezon… Dokładnie dwa dni przed EICMA.

Ciągły bieg dla Ciebie.

Inny przykład: pierwszy wtorek, który był świętem, przeprowadziłem test z zawodnikiem enduro. 2-go wyjechałem do Walencji, zostałem do poniedziałku rano, potem wsiadłem w samolot do Bergamo i przyjechałem na Targi na trzy dni. W czwartek wieczorem wróciłem na lotnisko w Bergamo i przyleciałem do Walencji o 1 w nocy i spędziłem piątek z zespołem w garażu. Wieczorem wziąłem jeszcze dwa samoloty, bo bezpośredniego lotu do Bergamo nie było, przyjechałem o pierwszej w nocy, żeby o ósmej trzydzieści być na Targach. Warto też dodać, że w tym okresie podpisywanych jest znacznie więcej umów niż w pozostałej części roku. Ale ostatecznie trudność polega na tym, że zawsze można nadać każdemu należytą wagę. Jest mi trochę przykro, bo zawsze robię coś z sercem i cierpię, bo nie zawsze mogę zrobić wszystko w najlepszy możliwy sposób. Musimy się rozwijać i lepiej organizować.

Jak nadążasz za wszystkim?

Na pewno pomogło to, że moi rodzice mieli taksówkę i agencję transportową. Był na dyżurze, a ty zawsze pracowałeś, kiedy inni imprezowali. Trudno myśleć o taksówce między ósmą rano a szóstą wieczorem, zwykle robisz to albo wieczorem, kiedy wracasz i nie chcesz jechać, albo kiedy idziesz na dyskotekę, na lotnisko , do szpitala… Często i chętnie są to wezwania pilne, więc bez programowania. Moi rodzice byli tam naprawdę bardzo skoncentrowani, przede wszystkim praca i to oni wpoili mi taką mentalność. Nigdy nie stanowiło to dla mnie problemu, poza tym to środowisko, które lubię.

Powiedziałeś, że nikt w rodzinie nigdy nie był pilotem. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś?

Mam tylko prawo jazdy na motocykl. Następnie pochodzę z Niemiec Wschodnich, gdzie gimnastyka artystyczna była sportem o wiele łatwiejszym do uprawiania. Bieganie… Potrzebne były pieniądze, bo wyścigi dużo kosztują i czas, którego moja rodzina nie miała. Jestem bardzo konkurencyjną osobą, tak mi mówią, ale nie, szczerze mówiąc, nigdy o tym nie myślałem. Raczej ścigam się samochodem z kolegami, żeby dostać się do hotelu!

Co do tej pory było największą satysfakcją?

Zyskując pewną wiarygodność przed jednym z moich jeźdźców, mimo że nigdy nie wykonał swojej pracy. Kiedy byłem kierownikiem zespołu w Moto2, przed wyścigiem rozmawiałem też z zawodnikiem, czy były jakieś sytuacje. Czasami zdarzało się, że wracając po wyścigu do garażu, mówili mi, że miałem rację, że pomyśleli o mnie w tej konkretnej sytuacji, robiąc to, co powiedziałem. To są rzeczy, które noszę ze sobą. W końcu mówimy też o bardzo młodych chłopakach, którzy realizują swoje marzenia i miło jest móc to zobaczyć. W Fanticu podoba mi się też to: branie młodych talentów i rozwijanie ich. Kiedy podpisaliśmy kontrakt z Borją Gomezem, widok jego emocji napełnia twoje serce! Wiedział tylko pół godziny wcześniej, że ma taką możliwość w Moto2.

Jaka jest „właściwa formuła” zarządzania tymi facetami?

Najpierw trzeba zobaczyć osobę pilota, ale trzeba też zachować powagę i profesjonalizm, nigdy nie przekraczając pewnej granicy. Na przykład Crutchlow wysłał mi SMS-a dzień po tym, jak przestaliśmy razem pracować: „Od dziś możemy być przyjaciółmi!” Dopóki pracujecie razem, nigdy nie musicie iść dalej, potrzebny jest pewien dystans. Kocham jeźdźców, z którymi pracowałem, szanuję ich, ale nie można przeoczyć pewnych rzeczy, ponieważ jesteście przyjaciółmi. To wciąż firma, z budżetem i obowiązkami. Nie mogę cię zatrzymać, bo cię lubię, albo narazić na pewne rzeczy, wpędzając mnie w kłopoty ze sponsorami, tylko dlatego, że jesteś dobrym facetem. Dużo się dzielicie, spędzacie ze sobą dużo czasu, oczywiście to co innego niż praca biurowa, ale to wciąż praca.

Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że nie dogadywałeś się z niektórymi pilotami?

W przypadku pilotów powiedziałbym, że nie. Ale mimo to, kiedy zbierze się 15-20 osób, zawsze trudno jest znaleźć idealną chemię. Wtedy może wyniki nie nadejdą, zdarzy się kontuzja, może być wiele innych rzeczy. W każdym razie z pilotami zawsze jest ktoś, kto jest ci najbliższy, z innymi zamiast tego masz bardziej „zimny”, oderwany związek. Ale to też zależy od facetów: kiedy bierzesz już wyszkolonego jeźdźca na krótki okres czasu, masz inne relacje niż wtedy, gdy zaczynasz z młodzieńcem i patrzysz, jak rośnie. Dobre czasy, te złe, ulepszenia, satysfakcje… Jest duża różnica. Na przykład Pol Espargaro,…