Max Biaggi przeciwstawia się strachowi: na torze na miejscu strasznego wypadku

0
4
Max Biaggi

Max Biaggi szybki na torze i silny przeciwko duchom przeszłości. Po sezonie MotoGP 2022 Corsair postanowił zaangażować się w „Sagittarius International Circuit”. Wysoce symboliczny i nieprzypadkowy wybór, po strasznym wypadku, którego doznał 9 czerwca 2017 r., w wyniku którego doznał licznych złamań i urazu głowy, co zmusiło go do kilkutygodniowej hospitalizacji. Wkrótce potem zdecydowałby się definitywnie wycofać z rywalizacji, ale w rzeczywistości rzymski mistrz nigdy nie był w stanie trzymać się z dala od stoków i swoich dwóch kółek.

Incydent latynoski

Tego 9 czerwca Max Biaggi jechał swoim Aprilia Supermotard w celu wzięcia udziału w wyścigu we włoskich mistrzostwach SM. Już dawno wycofał się z profesjonalnych wyścigów, ale na torze Lazio doznał najgorszej kontuzji w swojej karierze, przy surrealistycznej prędkości 40 km/h. Hantle zadają mu mocne uderzenie w klatkę piersiową, powodując złamanie 12 żeber i poważny problem z płucami, który wymaga dwukrotnego przyjęcia na operację. 18 długich dni na oddziale intensywnej terapii, ze swoją ówczesną dziewczyną Biancą Atzei u boku, aż do opuszczenia szpitala San Camillo w Rzymie w dniu swoich 46. urodzin (26 czerwca).

Max Biaggi powraca do „Strzeleca”

Chociaż Max Biaggi obiecał ojcu, że od tego dnia już nigdy nie będzie jeździł na motocyklu, trudno było dotrzymać słowa. Nie wahał się rozpocząć dnia z prędkością i adrenaliną, ustanawiając rekord prędkości na Florydzie, jadąc elektrycznym Voxanem Wattmanem, osiągając 470 km/h na kosmicznej platformie startowej. Pięć lat po wypadku na „Sagittariusie”, który prawie zakończył jego życie, postanowił przezwyciężyć swoje obawy i wrócić do jazdy na tej samej Aprilii i na tym samym torze.

Trudno opisać pewne emocje, nawet sześciokrotnemu mistrzowi świata. “Gdy tylko przekroczyłem bramę toru, w jednej chwili zostałem teleportowany w przeszłość – mówi Korsarz w mediach społecznościowych. Poszedłem do garażu i otworzyłem okiennicę! Nie uwierzycie, chłopaki, ale czas się tam zatrzymał. Rowery na stojakach, kaski na stole, obok rękawice i kombinezony na krześle. Tylko skafander teleportował mnie tam 9 czerwca 2017 roku„.

Na tropie egzorcyzmowania strachu

Przychodzą mi na myśl ówczesne kombinezony, rozdarte nożyczkami lekarzy z San Camillo. Dla jeźdźca skafander to druga skóra, a zobaczenie, jak został zredukowany do tego świata, wywarło silny wpływ na umysł Biaggiego. To dni burz w Lazio, jechał po mokrym torze i ruszał bardzo ostrożnie, stopniowo zwiększając tempo na motarcie. Sto okrążeń w dwa dni, na przemian”jeżdżąc na kilku motocyklach i sprowadzając moje dwie dwucylindrowe Aprilie SXV 450 z powrotem na tor. Chłopaki, powiem wam, że dźwięk tego dwucylindrowego to niebiańska muzyka. Nie ma czegoś takiego, nic! To była dobra retrospekcja. Chciałem wrócić na miejsce wypadku, spróbować egzorcyzmować ten straszny moment – podsumował Maks. i znowu dobrze się bawić, robiąc to, co kocham głęboko, na zawsze!„.

Zdjęcie: Facebook Max Biaggi